• Wpisów:24
  • Średnio co: 88 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 22:01
  • Licznik odwiedzin:24 511 / 2210 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Właśnie ruszyłyśmy z pracami nad trzecim tomem... Nie wiemy jeszcze, ile będzie rozdziałów i jak będzie prezentować się okładka, ale zaglądajcie na naszą stronkę często, to się niebawem dowiecie!
Jak na razie możemy zdradzić, że w pierwszym rozdziale przeniesiemy się aż do Rosji, a mianowicie do jej stolicy - Moskwy! Tam bowiem mieszka jeden z naszych bohaterów!

Dobranoc
Mamy nadzieję, że was zainteresowałyśmy!
  • awatar ♥♥ L.o.v.e. ♥♥: Mnie bardzo. :* *Muszę przeczytać całość!* nieidealna72.pinger.pl <- zapraszam, dziewczyna robi świetny wygląd bloga. Oraz zapr. do siebie. Będę częściej wpadać. :*
  • awatar sprzedaje ♥: fajny blog a ja sprzedaje ciuchy . wpadniesz? zapraszam ;p zobacz wszystkie oferty bd mi milo;p
  • awatar Alice. ♥: Mnie tak ;D czekam z niecierpliwością!! a i również zapraszam na nowy rozdział :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Widać zapewne, że już tom drugi dobiegł końca... No, ale to jeszcze nie koniec! Przed wami jeszcze tom trzeci, już ostatni!... Jednakże na niego trzeba będzie troszkę poczekać, ponieważ jest dopiero w przygotowaniu!
Mamy nadzieję, że dwa pierwsze wam się podobały i nie możecie się doczekać finału powieści!
Jednakże się nie martwcie... Zaglądajcie czasami na nasz blog, ponieważ mimo tego, że na razie nie będzie kolejnego tomu, to od czasu do czasu będą się pojawiać przeróżne rzeczy związane z zakończeniem powieści, które umilą wam czekanie!
Będziemy informować o przebiegu prac nad kolejnym tomem oraz możecie się też spodziewać najnowszej okładki!

Nie zapominajcie w każdym razie o nas i zaglądajcie czasami!

Pozdrawiamy
Eraczek i Bells
  • awatar Alice. ♥: Czekam :D:D zapraszam na kolejny rozdział ;)
  • awatar Gość: wow bardzo mi się podoba i czekam na więcej ;*:*:*:*
  • awatar Potterwarta: super blog dodaje do obserwowanych
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Agnieszka wyszła na własne życzenie ze szpitala, posłuchała się Daniela, ponieważ jemu wierzyła bezgranicznie.
Była już w domu, swoim własnym domu, gdzie jedynie tu czuła się bezpiecznie.
Ale czy była szczęśliwa? To pytanie pozostawia wiele niewiadomych - Agnieszka sama nie wiedziała, jaka może być odpowiedź na to pytanie.
Wreszcie była z Tomkiem we własnym domu, a nie w szpitalu, gdzie nie wiedzieli co robić... Ale wizja tego co ujrzała, gdy wyszła na świeże powietrze, ze szpitala, kompletnie ją przeraziła.
Miasto nie dudniło życiem, po ulicach mało kto chodził, a samochody w ogóle nie jeździły.
Wszystko było umarłe, pokryte puchowym śniegiem, mróz w tym roku dawał się we znaki... Przecież była zima, zaledwie kilkanaście dni dzieliło wszystkich od świąt Bożego Narodzenia, a potem Nowego Roku 2010.
Najsmutniejsze było to, że tegoroczna Gwiazdka będzie najgorszą ze wszystkich jakie zdołała zapamiętać Agnieszka, nie mówiąc już nawet o Sylwestrze!
Jedyne święta, które zapamiętała po utracie pamięci to te, gdy miała zaledwie osiem lat.
...Pamiętała - to były święta jak z bajki, dużo bialutkiego śniegu po kolana, cały czas sypiącego, lekki świąteczny mróz i pięknie przystrojona choinka, oraz zapachy smakołyków dobiegające z kuchni.
Wtedy świąteczny nastrój udzielał się wszystkim - Agnieszka wraz z Asią, przy dźwięku kolęd, wypatrywały pierwszej wigilijnej gwiazdki, gdzie w tym czasie dziadek pomagał tacie przebrać się za Mikołaja.
Agnieszkę w przeciwieństwie do innych dzieci nie cieszyły aż tak bardzo prezenty, tylko rodzinna atmosfera.
Największym szczęściem dla dziewczynki było śpiewanie wspólnie kolęd po wieczerzy, dzielenie się opłatkiem i wieczorna pasterka.
Lubiła też, gdy późnym wieczorem babcia paliła w kominku i przy gorącym kakao, opowiadała przeróżne historie z tysiąca i jednej nocnej, oraz obiecywała, że w przyszłości będzie śliczną królewną ze złotymi włosami.
Właśnie - ale czy tak żyją królewny? Gdzie jest ten cały, wspaniały świat, który obiecywała jej babcia?
-,,Same brednie!" - Pomyślała Agnieszka.
Przypomniała sobie dziadka, który był twardym realistą - gdy Agnieszka zawsze zachwycała się opowieściami babci, on ciągle powtarzał, iż życie jest zupełnie odmienne od tego, co jest w baśniach.
Trzeba umieć zawalczyć o swoje, znaleźć odpowiednią drogę życiową, żeby przez nią przejść...
Drogę prawdziwego życia, bezpieczną, ale też nieusłaną różami oraz nie za krótką - ponieważ w życiu trzeba zdać wszystkie egzaminy, jakie ono nam przygotowało, na piątkę z plusem.
Agnieszka, jako mała dziewczynka odrzucała słowa dziadka, słuchając opowieści o świecie tak idealnym, że aż wręcz niemożliwym!
Teraz jednak, jako dorosła osoba, wiedziała, że żadna królewna czy moc Super Bohatera jej nie pomogą, świat, który ją teraz otaczał, w niczym nie przypominał tego z opowieści babci.
Musiała teraz przyznać dziadkowi rację, tą, którą ośmioletniemu dziecku nie może przejść przez myśl...
Była noc, po dwunastej - Tomek już od kilku godzin spał, szczęśliwy chłopiec, któremu oddano największy skarb, nie przejmował się, że został Wybrańcem i spoczywa na nim brzemię całego świata, chciał walczyć i pokazać, że mimo młodego wieku potrafi przezwyciężyć zło.
Agnieszka wyszła na balkon z kubkiem gorącej herbaty, ona nie spała, nie mogła nawet, jeżeli czuła się senna - musi walczyć do samego końca, mogłaby wybrać drogę na skróty i poddać się chorobie, ale nie chciała. Pragnęła wygrać, ponieważ ten co poddaje się, nie osiąga nic.
Spojrzała w ciemne, zachmurzone niebo, sypał śnieg, a gwiazd nie było.
Cisza, pustka i bezkres nieba... To było przed Agnieszką - stała na balkonie i patrzyła na miasto, które było jakby wyłączone z prądu, na miliardy innych miejsc na świecie!
Wiedziała jedno, że musi stosować się do rad dziadka - była już dorosła i miała świadomość, że życie to wieczny egzamin, w którym jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale też za drugą osobę...
Gwiazd nie było, ale gdyby były, to pierwsze życzenie Agnieszki, żeby kiedyś było tak, jak w historiach z tysiąca i jednej nocy opowiadanych przez babcię...
Na razie musi na to zapracować, nawet gdyby to miało sporo kosztować...
Spojrzała w niebo i może jej się przewidziało, ale przez chmury przedostał się błysk...
Nadzieja?



K O N I E C
 

 
Za oknem było szaro i ciemno, gęste chmury naszły nad szpitalem zapowiadając swoim wyglądem deszcz, albo pierwszy śnieg.
Dochodziło późne popołudnie, pielęgniarka przyniosła Agnieszce tacę z obiadem i dawkę leków.
Robert wraz z ojcem oglądnął twarz kobiety, po czym posmarował ją jakąś maścią.
Daniel cały czas siedział przy Agnieszce i przyglądał się marnym poczynaniom lekarzy, wszystkie zabiegi i leki nie pomagały. Nie było gorzej, ale też nie zanosiło się na poprawę.
-To o czym Pan chce ze mną porozmawiać? - Spytała Agnieszka, gdy lekarze dali za wygraną i do jutra rana zostawili ją w spokoju.
Daniel wstał z krzesła i przykrył Agnieszkę kołdrą, po czym powiedział z uśmiechem.
-Proszę się do mnie zwracać po imieniu, to ułatwi rozmowę.
Agnieszka kompletnie się tego nie spodziewała, ale też nie mogła odmówić.
-Daniel. - Rzekła wolno i wyraźnie.
Mężczyzna uśmiechnął się promiennie przytakując kiwnięciem głowy.
Zapadła cisza, długa cisza, nikt nie mógł jej przerwać.
Agnieszka nie wiedziała co ma zrobić, nawet bała się o czymkolwiek pomyśleć.
Skupiła się więc na oczach Daniela, jej ulubionym punkcie w jego wyglądzie.
Znowu pozwoliła, by każda cząstka jej duszy zanurzyła się w głębokim i bezkresnym oceanie oczu mężczyzny.
Utraciła świadomość wszystkiego co było w okół niej, jednak rozsądek podpowiedział jej, żeby to zakończyć.
Przecież to było głupie, była dorosła, a zachowywała się jak nastolatka, wpatrzona w swojego idola, jak w obrazek.
Jednak Agnieszka nie myślała o głupim rozsądku, po chwili zastanowienia doszła jednak do stwierdzenia, że każdy ma prawo kochać! Niezależnie ile się ma lat, należy marzyć o miłości, przecież to jest w niej najpiękniejsze, że nie ma barier.
Należy wykraczać poza granice wyobraźni i zatapiać się w marzeniach dalekich, nierealnych, marzeniach, po które nie każdy chce wyciągnąć dłoń, choć jeżeli dobrze się przyjrzeć, nie są one tak daleko.
Nie wolno się poddawać, trzeba szukać przez całe życie miłości, nawet jeżeli nam się to nie udaje. Nikt przecież nie mówił, że to uczucie przychodzi za pierwszym razem, ale to nie oznacza, że go nie ma.
Miłość jest - ludzie nie są na świecie sami, wszechświat jest ogromny, a w nim Bóg dla każdego ukrył drugą osobę, tylko, że człowiek nie jest wszechwiedzący i czasami może szukać szczęścia całe życie.
Napotkane na drodze te niewłaściwe osoby, są mobilizacją do dalszej wędrówki.
Agnieszka to właśnie zrozumiała, gdy spojrzała w oczy Danielowi, człowiekowi, którego Bóg zesłał do życia Agnieszki.
Kobieta niewytłumaczalnie wiedziała, że to mężczyzna ten właściwy.
Jak? Nie wiadomo, na to nie ma konkretnego wyjaśnienia - to się czuje, każdym zmysłem, każdą cząstką swojego ciała i duszy.
Agnieszka to poczuła, gdy go po raz pierwszy zobaczyła i utonęła w jego niebieskich oczach.
Daniel chyba myślał tak samo, ponieważ nachylił się nad kobietą, a ona nieświadomie objęła go za szyję.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
Agnieszka szybko oprzytomniała, a Daniel wyprostował się i stanął przy oknie.
-Proszę. - Powiedziała Agnieszka siadając na łóżku.
Do sali weszła jasnowłosa, niska dziewczyna, a za nią jakiś chłopak.
Dziewczyna, gdy tylko zobaczyła Agnieszkę, rzuciła jej się na szyję.
Kobieta kompletnie wie wiedziała o co chodzi, mózg nie zdążył zakodować niczego i Agnieszka zupełnie się zagubiła.
-Aga, to ja, Asia, twoja siostra. - Powiedziała dziewczyna siadając na krześle.
Agnieszka pamiętała to, co Daniel jej mówił o Asi i spojrzała na dziewczynę.
Była strasznie do niej podobna, prawie jak bliźniaczki, tyle, że Asia była jasną blondynką, a oczy miała nie zielone, tylko lekko piwne.
Siedziała na krześle i czekała cierpliwie na reakcję Agnieszki, a nad nią stał jakiś nieznany kobiecie, młody chłopak z krótkimi, kasztanowymi włosami.
Jego nie pamiętała, miała przeczucie, że tego chłopaka nie spotkała nigdy w życiu.
-Asia? Studentka drugiego roku polonistyki? - Spytała dziewczynę Agnieszka, musząc się upewnić.
-Tak. A to mój chłopak Artur, poznaliśmy się w szkole, studiuje prawo. - Powiedziała dumnie Asia wskazując na Artura.
Chłopak uśmiechnął się promiennie i wyciągnął dłoń w stronę Agnieszki.
-Miło mi, jestem Artur Kowalski. Tak się cieszę, że nareszcie mogę poznać kogoś z rodziny Asi.
Agnieszka odwzajemniła uścisk i odparła.
-Mi również miło. Agnieszka Malinowska, a to mój przyjaciel, Daniel Jakubowski. Pomaga mi teraz, gdy jestem chora, jest z tajnej policji i to właśnie on ze swoim kolegą zajmuje się sprawą Doroty.
Daniel odszedł od okna i przywitał się z Asią i Arturem.
-My już się znamy. - Powiedziała Asia patrząc, jak Agnieszka próbuje usiąść na łóżku.
Artur i Daniel szybko złapali ją za ramiona i oparli o poręcz łóżka.
-Tak, Agnieszka wie, to właśnie z panią Asią rozmawiałem o tej chorobie. - Powiedział Daniel, gdy już usiadł koło kobiety wraz z Arturem.
Agnieszka kompletnie nie wiedziała o co chodzi, Asia wiedziała coś, czego nikt nie raczył jej powiedzieć.
-O co chodzi? Jaka choroba? - Spytała Agnieszka, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej.
Daniel westchnął i spojrzał na Asię, która powiedziała tym razem do Artura.
-Kochanie, możesz wyjść na zewnątrz?
-Dobrze - Artur spojrzał na zegarek i powiedział - Jest szesnasta, pojadę odebrać Tomka z przedszkola i zaczekamy na ciebie w domu.
Agnieszka spojrzała na Artura, wiedziała, że to o jej syna chodzi i spytała.
-Jak on się czuje? Tęskni chociaż za mną?
Chciała usłyszeć to, miała nadzieję, że mimo wszystko, ktoś na nią czeka.
Artur stanął przy drzwiach i spojrzał na Asię.
-Agnieszka, no, tylko się nie zamartwiaj, ja cię proszę... - Urwała w połowie zdania, nie mogąc dobrać właściwych słów.
Agnieszka przestraszyła się, bała się, że Tomek jej nie pamięta, że pomyślał może, że ona już go nie chce i traktuje Asię jako matkę.
Jednak to, co jej siostra powiedziała, kompletnie zwaliło ją z nóg.
-Tomek od kiedy wyszedł ze szpitala i zorientował się, że ciebie nie ma, strasznie się zmienił. Nie jest już to ten wesoły, gadatliwy chłopiec, zamknął się w sobie, mało je i rozmawia, cały czas siedzi u siebie w pokoju.
-Nawet trzeba go zmuszać żeby chodził do przedszkola, a, gdy już tam jest, cały dzień siedzi w kącie, z dala od innych dzieci. - Dodał Artur.
Agnieszce zebrało się na wymioty, w głowie jej straszliwie huczało, jakby ktoś nie zamknął okna.
Płakała - płakała jej dusza, ona sama już nie miała łez, nie wiedziała czym ma płakać.
Poczuła nagle przeszywający ból - to serce pękło jej na części, a każdy odłamek kół boleśnie w ściany duszy.
Umierała każda cząstka Agnieszki, każda chwila i wspomnienie. Oddech zamienił się w zimny powiew, płuca w kamień, a ona cała w martwą roślinkę.
Poczuła się strasznie, to była odpowiedź jakiej się nie spodziewała - jej dziecko cierpiało, mała duszyczka domagała się miłości, której Agnieszka nie mogła dać przez ostatnie miesiące.
-Czemu nie przyprowadziłaś go ze sobą? - Spytała Agnieszka Asi, gdy już odzyskała władzę nad mową.
-Nie wiedziałam, jak się czujesz, a nie chciałam żeby mu się pogorszyło. - Odparła Asia, wskazując na twarz siostry.
Twarz Agnieszki była cała napuchnięta i czerwona, po posmarowaniu maściami może nie wyglądała gorzej, lecz co najmniej dziwnie.
Kobieta zastanowiła się nad słowami Asi i przyznała jej rację, chyba, by nie wytrzymała, gdyby Tomek zobaczył ją w takim stanie - dobiłaby jeszcze bardziej serce, którego już i tak nie miała.
-To ja idę. - Powiedział Artur i wyszedł z sali, zostawiając Agnieszkę z Asią i Danielem.
Daniel spojrzał na Asię, która powiedziała.
-Musimy ci coś powiedzieć. Porozmawiać na temat tego wszystkiego...
-Czego wszystkiego? Wy wszystko wiecie, nie racząc mi nic powiedzieć?! - Krzyknęła Agnieszka, próbując wstać z łóżka, lecz Daniel był szybszy i złapał ją za łokieć.
-Chcemy powiedzieć. Nie denerwuj się, uwierz, że dla na też to nie jest proste. - Powiedział, patrząc Agnieszce w oczy i nadal trzymając ją pod rękę.
Kobieta trochę się zawstydziła, nie mogła zrozumieć, czemu tak wybuchła, ale już nic nie powiedziała.
Daniel widząc to, zaczął mówić.
-Pani Asia ze swoim chłopakiem już to wiedzą, jak zarówno twoja najbliższa rodzina. Wszyscy, jak i również ja z Adamem chcemy ci pomóc, tylko teraz to zależy od ciebie, czy ty też sobie pomożesz... - Na chwilę urwał i spojrzał na Agnieszkę, która siedziała oniemiała.
-,,Znaczy co? Już sam początek nie jest obiecujący, to co będzie później?!" - Pomyślała, przez co wizja śmierci przyszła ze podwojoną mocą.
-Agnieszka, pamiętasz już cały wypadek w Stacji i wszystko? - Spytała Asia.
-Taaaak, pamięć już mi wróciła. Znaczy jeszcze coś mi tak umyka z drobnych szczegółów, ale to, co najważniejsze to pamiętam. A co? - Agnieszka spojrzała na siostrę, która kontynuowała.
-To również musisz pamiętać, że ta okropna Dorota i jej szef wywołali epidemię choroby Lumiks, poprzez próbki dziwnych cieczy, które znalazła pierwszy raz, ta Agata Nowak w swoim laboratorium. To właśnie spowodowało ten wypadek, Dorota znalazła cię w Stacji, gdy czekałaś na Tomka, któremu robił pan Daniel badania. Dorota chciała żebyś zapadła na tą chorobę i udało jej się, żółtą cieczą oblała cię, co spowodowało, że teraz no... Jesteś skażona.
Agnieszka spojrzała na Asię, przed oczami miała obraz tamtej chwili.
Pamiętała to, jednak teraz, gdy usłyszała to wszystko, mogła posklejać więcej faktów.
...Przecież to oczywiste, czemu nie wpadła na to od razu? Na co czekała?...
-Daniel powiedział, że Tomek został Wybrańcem. Ja się dziwiłam, jak taki mały chłopiec może ocalić świat przed epidemią, ale naukowcy z Wielkiej Brytanii wybrali go ze względu na inteligencję. Czekałam na niego w holu, gdy wtedy pojawiła się Dorota i zaczęła ze mnie szydzić, a wtedy... - Agnieszka przełknęła ślinę, wtedy nastąpił ten wypadek.
Kobieta pamiętała swoją wersję, ale, gdy Asia powiedziała jej dalszy ciąg, to mogła złożyć wszystko w jedną całość.
-,,Co bym nie usłyszała, to zawsze Dorota, cały czas Dorota. Ona ma chyba jakiś problem ze sobą!" - Pomyślała Agnieszka, a chwilę potem rozpłakała się.
Było jej strasznie głupio, że kiedyś pomyślała, iż Dorota zasługuje na drugą szansę... Może ludzie się zmieniają, ale nie ta dziewczyna - Agnieszce było niesmacznie, gdy przypomniała sobie, że żałowała Doroty, że chciała jej pomóc!
-,,Takim ludziom się nie wybacza, którzy chcą z twojego życia zrobić bagno i to bez żadnych zahamowań!" - Odezwał się nagle głos podświadomości, gdzieś wewnątrz.
Agnieszka przyznała mu rację - nie ma sensu na siłę komuś pomagać, kto próbuje zniszczyć nam życie...
Po co? Czy w ten sposób zmienimy świat? Czy ludzie będą inni?
Nie, z pewnością nic nie zdziałamy, ale to nie oznacza, żeby nie walczyć i poddawać się.
Załamując się, dajemy jeszcze większą satysfakcję wrogowi, poddając się presji, którą na nas wywiera.
Życie jest jedno i jest za krótkie, by je zaprzepaścić przez jedną osobę, która chce nas wykończyć.
-Chcę walczyć, dla siebie. Dla Tomka. Powiedz tylko jak, a ja zrobię wszystko! - Powiedziała w końcu Agnieszka, zwracając się do Daniela.
Mężczyzna spojrzał na Asię i uśmiechnął się, po czym powiedział.
-Pierwszym krokiem będzie to, że musisz się wypisać na własne żądanie ze szpitala. Lekarze nic już nie pomogą, oni nawet nie znają tej choroby, ale też sami za szybko cię nie wypuszczą, bo będą uważać, że jednak coś się zawsze wymyśli. A prawdę mówiąc, to jest tylko i wyłącznie strata czasu.
-Czyli jak nie lekarze, to kto? - Spytała kobieta, ze strachu już nie mogąc przełknąć śliny.
-Tomek. - Powiedziała Asia, po czym wtrącił Daniel.
-W końcu on jest tym jedynym, który może zapobiec epidemii, tak w każdym razie wykazały badania.
Agnieszka nie mogła sobie tego wyobrazić, pojąć nie mogła, jak to teraz pozwolić, by jej syn stracił dzieciństwo i zamartwiał się problemami ludzkości...
Ale naukowcy chyba wiedzą, co robić, w końcu są uczeni...
,,Chyba" - no właśnie, to, jak rzut kostką w grze, nie wiedząc, co wydarzy się potem.
-Znaczy, co Tomek ma robić, tak konkretnie? - Spytała Agnieszka.
-Musi powstrzymać jakoś Dorotę i Rynkena przed opanowaniem świata tą chorobą. Tutaj, u nas w Poznaniu, już nic się nie da zrobić, jedynie można zapobiegać rozpowszechnianiu się po ludziach tej choroby. - Powiedział Daniel.
-Takich, jak ty już chorych, w Poznaniu jest więcej, wszystko to przez tą skażoną wodę, która dostała się do mieszkań poprzez Stację Uzdatniania Wody. - Powiedziała Asia smutnym głosem.
Agnieszka była przybita tym, co usłyszała.
Wszystko to była wina Doroty, wszystko!
-Są na to jakieś leki, czy coś? - Spytała.
-Leków nie ma, ale są szczepionki ze specjalnym płynem. Wielka Brytania chce pomóc Polsce, bo to tylko kwestia czasu, gdy to przejdzie na kraj. Szukają już leku, trwają badania, ale na razie nie ma rezultatów. - Odpowiedział Daniel.
-A jak teraz z tym żyć? Mam się poddać?
-Ta choroba właściwie rozkłada się na dwa etapy. Pierwszy to zarażenie, a drugi to już stadium choroby. Ty jesteś na razie zarażona, żeby nie zachorować musisz nie zasypiać, ponieważ we śnie aktywuje się Lumiks. - Powiedziała Asia i usiadła koło siostry.
Agnieszka nie wiedziała, czy ma się cieszyć, że wie, jak nie dać się chorobie, czy płakać - przecież tyle wytrzymać bez snu jest niemożliwe, ale z drugiej strony, wiedziała, czemu musi zdecydować się na to...
 

 
Obudziła się w południe - gdy otworzyła oczy, zobaczyła smugi słońca wpadające do sali.
Właściwie wszystko było normalnie, gdyby nie to, że nie była to ta sala, albo może ktoś dowiedział się o incydencie z Dorotą!
Jednak w każdym razie krwi już nigdzie nie było, nawet na pościeli Agnieszki, ale tym bardziej kobieta była w szoku, bo to pamiętała...
Pamiętała wczorajszy dzień, kojarzyła Adama i Daniela, oraz wszystko to, co było wczorajszego wieczoru.
-,,Chyba pamięć wróciła, czuję, że żyję oraz nawet już się czuję dobrze." - Uśmiechnęła się pogodnie, sama do siebie Agnieszka.
Pierwszy raz od paru miesięcy nareszcie się uśmiechnęła i czuła się z tym dobrze, obudziła się rześka i zmobilizowana do życia.
Była zakochana - w ,,nowym życiu", które dostała w darze raz jeszcze, oraz w przystojnym, czarnowłosym mężczyźnie.
Nie obchodziła już jej nawet Dorota, nie przejmowała się nią, ponieważ teraz wiedziała jedno - pokaże tej dziewczynie, że nie ma co szukać w życiu, które nie należy do niej.
Była pewna, że jej się uda pokonać złośliwą Dorotę, niezależnie od tego za kogo się uważała, dlatego, że Agnieszka miała coś, czego niestety Dorota nie posiadała...
Daru uczuć, wszystkich po kolei, jakie tylko mogą być...
Ta dziewczyna była złośliwa, ta cecha na tyle zdominowała jej życie, że teraz nie myślała o niczym innym, tylko o zemście!
Agnieszce szkoda było tej dziewczyny, ale jeżeli ona nie chciała się zmienić, tylko wykończyć kobietę, to czemu ona miałaby pierwsza zakopać topór wojenny? Chodziło o życie dziecka - jej syna!
O życie jej samej oraz o zwrot utraconego honoru - nie liczyło się, co chciała zrobić, najważniejsze było to, by pokazać, że Dorota nie będzie nią pomiatać!
Myślała jeszcze na tym trochę, nim do sali nie wszedł lekarz.
Agnieszka spojrzała na młodego chłopaka - to był ten lekarz o imieniu Robert, jego pamiętała bardzo dobrze.
-Dzień dobry, jak się Pani czuje? - Spytał Robert, podchodząc do łóżka kobiety.
Zdjął kartę zdrowia z metalowej poręczy łóżka i wyciągnął z kieszeni fartucha długopis.
-No może być, pamięć wróciła, a i ogólnie czuję się dobrze. - Powiedziała Agnieszka, patrząc, jak coś lekarz zmienia w karcie.
-Nie jestem pewien, wygląda Pani strasznie blado, wampir to przy Pani pikuś... - Robert spojrzał na Agnieszkę znad karty i trochę się zaniepokoił jej wyglądem.
Włosy miała strasznie wysuszone, twarz bladą, a powieki czerwone oraz spuchnięte.
-Czemu Pani nie mówiła? - Spytał lekarz podchodząc do kobiety i przykładając dłoń do jej czoła.
-,,Ale, że co?" - Agnieszka nie mogła pojąć o co chodzi, co miała powiedzieć lekarzowi.
Nie widziała swojej twarzy od momentu przebudzenia, a ogólnie to czuła się dobrze.
Rano obudziła się rześka, uśmiechnięta i zadowolona z życia...
Teraz poczuła, że czar prysnął szybciej niż się pojawił.
Widząc zaniepokojoną twarz lekarza sama też się przestraszyła, wielka gula w brzuchu, przeszła do przełyku i tam się zatrzymała - poczuła paraliż strachu, zimno w ciele przeplatające się z gorącem.
Czy taka była jej reakcja na śmierć?
Zaakceptowanie tego, że umrze zapomniana w tym szpitalu? - Agnieszka do końca nie wiedziała, czemu pierwsza myśl, która ją naszła to, to, że nastąpi zatrzymanie jej serca.
Nie wiedziała dokładnie co jej jest, ale jeżeli lekarz tak był zaniepokojony jej wyglądem i przerażony, to chyba już nie ma dla nie nadziei.
-,,Czemu życie jest tak niesprawiedliwe i musi się skończyć w nieodpowiednim momencie?" - Pomyślała Agnieszka patrząc tępo na lekarza, który teraz z kimś rozmawiał przez telefon.
Jego głos odbijał się od ścian mózgu kobiety, nie mogła nic zrozumieć z tego, co lekarz komuś tłumaczył przez telefon i, co chwila spoglądał na Agnieszkę.
-,,Śmierć chyba nie może być bolesna i straszna, przecież to jest jakaś odskocznia od życia, które samo w sobie jest przerażające. Ciekawe na czym polega umieranie i gdzie się żyje po śmierci. Czy w ogóle jest coś po śmierci." - Przez mózg Agnieszki przewijały się straszne i dziwne myśli, no, bo przecież nie wiadomo, co jest za powłoką życia...
Nie wiadomo do samego końca czy nie będziemy, jak martwa roślinka lewitująca w przestrzeni, między niebem, a ziemią...
A to było przerażające, tego Agnieszka się bała, nie wiedziała czy jak zamknie oczy, nie utraci wszystkiego.
-Pani Agnieszko, rozmawiałem ze swoim ojcem, ordynatorem naszego oddziału. Opowiedziałem mu o wszystkim i zlecił Pani zrobienie tomografu. - Powiedział lekarz, kończąc rozmowę.
-Czy... - Zaczęła Agnieszka, ale strach przed tym stwierdzeniem odebrał jej mowę.
Robert spojrzał na kobietę i widząc, że strach namalował na jej twarzy pasma bladości, powiedział.
-Proszę się nie bać, zrobimy wszystko, co w naszej mocy. Przyznam, że takich skutków ubocznych po utracie pamięci u Pani się nie spodziewaliśmy. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim.
-Czemu Pan mi to mówi? - Agnieszka spojrzała na lekarza, jeżeli to taki ma być u nich objaw litości, to już nie chciała nic o tym słyszeć.
-Nie chcę Panią oszukiwać. - Odparł nieco speszony lekarz drapiąc się po brodzie.
Agnieszka spojrzała na Roberta, patrzył się na nią czekając, aż coś odpowie, ale kobiecie nie spieszyło się do odpowiedzi.
Nie mogła pojąć, czemu lekarz tak ją owijał w okół palca, nie można to powiedzieć, że umrze?
Bała się już na tyle, że chyba nie mogło być gorzej.
-Na co ten tomograf? - Spytała.
-Chcemy znaleźć jakieś niepokojące zmiany w Pani organizmie i zacząć leczenie. - Odparł lekarz.
-,,Leczenie. Tylko po co? Czemu? Na śmierć nie ma przecież lekarstwa, co ni wyprawiają?" - Pomyślała Agnieszka.
-Sądzi Pani, że umrze? - Spytał lekarz jakby czytając jej w myślach.
Agnieszkę uderzyło to pytanie...
Ona chciała je wcześniej zadać, ale nie mogła tego wydobyć z siebie, a teraz ten lekarz powiedział to jakby nigdy nic, normalnie, gdyby śmierć była na porządku dziennym, a ludzie umierali dla zabawy!
-Sądzę, że tak. - Odparła twardo Agnieszka powstrzymując łzy.
Na chwilę zapadła cisza, po której kobieta kontynuowała.
-Skoro nie ma dla szansy, a nie ma jej z pewnością, bo przecież nie wiecie, co robić, to czemu od razu mnie nie wykończycie?
Lekarz patrzył się na nią zdziwiony, nie wiedział, co powiedzieć.
-Nie o to chodzi. Dlatego chcemy zrobić tomograf, by się dowiedzieć, co się dzieje. - Odparł po krótkim namyśle.
Kobieta podniosła się i usiadła na łóżku, spojrzała w twarz lekarzowi i rzekła.
-Tak? To proszę mi spojrzeć w oczy i przysięgnąć, że nie umrę, że to jest jakaś głupia alergia na leki, a nie nowotwór.
Lekarz chciał coś powiedzieć, ale zawahał się i wbił wzrok w podłogę.
-Właśnie. - Zaśmiała się kobieta spoglądając z pogardą na lekarza.
Nagle ktoś zapukał do drzwi sali, lekarz odetchnął z ulgą i poszedł uchylić drzwi, to był Daniel.
-Dzień dobry Doktorze, mogę do Agnieszki? - Spytał mężczyzna przez uchylone drzwi.
Lekarz z wystraszoną miną spojrzał na Agnieszkę i powiedział do Daniela.
-Nie jest to... - Przerwała mu Agnieszka wstając z łóżka i podchodząc do drzwi.
-Tak, to jest dobry pomysł. - Rzekła dobitnie otwierając drzwi na oścież. Na progu stał Daniel z bukietem białych róż.
Mężczyzna spojrzał na kobietę i wypuścił bukiet z rąk, stał z przerażoną miną jak wcześniej lekarz, nie mógł wykrztusić ani słowa, tylko podparł się łokciami futryny, by nie upaść.
Agnieszka coraz bardziej się bała, musiała wyglądać strasznie, żeby nie wybuchnąć płaczem spojrzała na rozsypane u progu płatki róż, wszystkie tworzyły zgraną całość, wyglądały jak biały, puchowy dywan.
-Co... Co się dzieje? - Wykrztusił wreszcie Daniel patrząc na lekarza.
Robert podrapał się po głowie i powiedział.
-Nie wiem, jak rano przyszedłem sprawdzić, to pani Agnieszka już w takim stanie była. Mój ojciec zlecił zrobienie tomografu.
-Nie wie Pan? To co z Pana za lekarz? Pacjentka jest w takim stanie, a Pan do cholery to teraz zauważył?! - Wybuchnął Daniel łapiąc lekarza za fartuch.
Agnieszka była zaskoczona jego reakcją, nie dziwiło jej same zachowanie Daniela, ale to, że coś go popchnęło do tego. Tylko co?
Przecież wcale nie musiał, nie byli dla siebie nikim ważnym.
-,,Może zależy mu na mnie?" - Pomyślała Agnieszka, ale szybko odtrąciła od siebie tą myśl.
-,,Przecież to nierealne, no, bo niby czemu miałoby tak być?" - Odezwał się cichy głos w głowie kobiety.
Sama nie wiedziała w sumie, co o tym myśleć, nie była do samego końca pewna żadnego ze swoich stwierdzeń.
Pamiętała wszystko, ale nie mogła sobie nic przypomnieć o swojej rodzinie...
Wszakże wiedziała, że ma syna.
No właśnie, to musi mieć męża, przecież tak powinno być.
Trudno było jej się do tego przyznać, ale nie pamiętała tego, wiedziała, że nie może tak zwyczajnie odciąć się od tego.
Wytłumaczenie, że nie pamięta swojego męża na wskutek zaniku pamięci, to marne usprawiedliwienie.
-Musimy porozmawiać. - Rzekł nagle jakby z oddali głos Daniela, co oderwało Agnieszkę od myśli.
Kobieta spojrzała na jego twarz, była cała czerwona ze złości, a głos wciąż mu jeszcze drgał.
Siedział pod ścianą, by się uspokoić, a lekarz znikł.
-Gdzie on jest? - Spytała Agnieszka rozglądając się za Robertem.
Daniel wstał z podłogi i podszedł do Agnieszki.
-Powiedziałem mu parę słów i kazałem wyjść. Oni już nie są w stanie nic zrobić, tu trzeba inaczej działać.
Agnieszka wróciła do łóżka i zakryła się kołdrą, myślała nad słowami Daniela.
-,,O co chodziło? Czy to znaczy, że lekarze nie są w stanie nic zrobić? I o czym on w ogóle mówi? Jak nie lekarze, no to kto?" - Pomyślała Agnieszka nie chcąc spojrzeć mężczyźnie w oczy.
Daniel w tym czasie usiadł na krześle koło łóżka i położył dłoń na ramieniu kobiety.
Agnieszka poczuła ciepło jego skóry przez bluzkę swojej koszuli nocnej, ale nie odwróciła się, by spojrzeć mu w oczy.
Leżała spokojnie wpatrując się w ścianę, była cała sztywna, bała się ruszyć, by nie stracić tej chwili.
Chciała to przerwać, dać znak, żeby opuścił rękę, ale nie potrafiła.
Każda cząstka pragnęła tego dotyku, była sama z Danielem w sali i chciała żeby tak było nadal.
-,,Zrób coś!" - Odezwał się głos w jej głowie.
-,,Wiem, że to złe, ale nie potrafię!" - Kobieta poczuła oddech mężczyzny nad swoim uchem.
-,,Co on do cholery chce zrobić?" - Po Agnieszce spływał zimny pot, była zestresowana, nie wiedziała, co ma zrobić, a tym bardziej powiedzieć.
-Proszę się nie martwić, pomogę Pani. Nie zostawię Pani z tym wszystkim, ma Pani jeszcze przecież kochającą siostrę, rodziców i oczywiście synka. - Powiedział Daniel nachylając się nad jej łóżkiem, na tyle, by spojrzeć w twarz Agnieszce.
-,,Nie mogę." - Kobieta już nie wytrzymała i odwróciła się na drugi bok, w stronę mężczyzny.
Daniel szybko usiadł na krześle, ale obiema rękoma złapał Agnieszkę za dłoń.
-Wie coś Pan o mojej rodzinie?
-Nie, ale rozmawiałem wczoraj z Pani siostrą. - Powiedział Daniel patrząc na kobietę.
Jednak ktoś na nią czekał oprócz syna, to było jakieś pocieszenie.
-Siostrą? - Spytała Agnieszka żeby się upewnić.
-Tak. Ma Pani młodszą siostrę Asię, studentkę drugiego roku polonistyki. Teraz, gdy Pani przebywa w szpitalu, ona wraz ze swoim chłopakiem zajmują się Tomkiem.
Agnieszka obróciła się z boku na plecy i spojrzała w sufit.
Przypomniała sobie liścik, który zostawiła jej Dorota, zagroziła, że ją wykończy, że przetrzymuje Tomka.
-Przecież w tamtym liście od Doroty było, że ona ma moje dziecko. - Powiedziała Agnieszka.
Daniel westchnął głęboko, po czym odpowiedział.
-To bujda, Tomek jest bezpieczny. Odkąd wyszedł ze szpitala opiekuje się nim pani Asia. Proszę mi wierzyć, a Dorota tylko Pani tak groziła, ona jest zdolna do wszystkiego.
-,,Ze szpitala?!" - Agnieszka pomyślała o Tomku, coś mu było, a ona wtedy miała zaburzenia pamięci i nawet nie pamiętała, że ma syna!
-Odkąd wyszedł ze szpitala?! - Krzyknęła Agnieszka nie mogąc się powstrzymać.
Siadła na łóżku i cała zaczęła się trząść, Daniel klęknął przy niej i złapał za ramiona.
-Spokojnie, już jest wszystko z nim dobrze. Wyglądało groźnie, ale na szczęście lekarzom udało się. Miał rozbitą głowę i krwotok, ale szybko szpital interweniował i bez żadnych powikłań wyszedł po miesiącu.
Kobieta zaniemówiła, bała się powiedzieć cokolwiek. Strach sparaliżował jej ciało, uczucie pustki wypełniło ją całkowicie.
-Co Pan jeszcze wie? To był jakiś wypadek? - Spytała ponownie Agnieszka, próbując zapanować na łzami, które chciały teraz się przebić przez powłokę oka.
-No znaleziono Panią i Tomka w Stacji nieprzytomnych. Przewieziono was tu do szpitala, byliście na intensywnej terapii, z podejrzeniem wstrząsu mózgu. Nie stwierdzono tego, więc Tomek przez miesiąc leżał na oddziale dziecięcym, a Pani tu.
-Ile już tu leżę? - Spytała nagle Agnieszka, dopiero teraz uświadamiając sobie, że kompletnie straciła poczucie czasu.
Od długiego czasu nie miała dostępu do kalendarza, mogłoby się to nawet wydawać śmieszne, ale nie pamiętała nawet, który to rok.
-Od trzech miesięcy, teraz już cztery. - Odparł Daniel.
-Znaczy który dzisiaj mamy? - Spytała Agnieszka nie mogąc pojąć, czemu aż tyle czasu spędziła w tym szpitalu.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni spodni telefon i spojrzał na wyświetlacz.
-12 grudnia 2009 r. - Przeczytał z ekranu i spojrzał na Agnieszkę.
Kobieta zaniemówiła - kompletnie nie zdawała sobie z tego sprawy.
Była zima, niedługo święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok - co jak co, ale tego nie może przegapić.
-Kiedy stąd wyjdę? - Spytała.
Daniel spojrzał na nią i westchnął.
-No właśnie... O tym muszę z Panią porozmawiać.
 

 
Na podłodze w sali pełno było krwi, a Dorota zniknęła.
Pościel i także pojedyncze fragmenty ściany były usłane czerwienią, a na oknie leżała mała kartka.
-Tam coś jest. - Powiedział zszokowany czarnowłosy mężczyzna, zamykając drzwi.
Agnieszka podeszła do parapetu i wzięła kartkę, był to liścik napisany starannym pismem. Zawierał on następującą wiadomość:

,,Jeszcze z tobą nie skończyłam frajerko, myślałaś, że mnie skrzywdzisz i biedna Dorotka się popłacze? Kpisz chyba ze mnie...
To dopiero początek, jak wyjdziesz ze szpitala to cię wykończę.
Miłego pobytu, albo nie, jeżeli ci powiem, że mamy twojego syna!
O ile go pamiętasz!

PA PA DURNIU

P.S - Zawsze wygrywam, tak czy tak!"

-Widać, że laska ma wyolbrzymioną wyobraźnię. - Powiedział ze śmiechem długowłosy mężczyzna, czytając liścik znad ramienia Agnieszki.
Kobiecie nie było do śmiechu, Dorota napisała, że mają jej syna...
Nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą, ale nie pamiętała swojego dziecka, nawet nie zdawała sobie wcześniej sprawy, że jest matką!
Ale samo to, że ktoś przetrzymuje gdzieś dziecko, przyprawiało ją o przerażenie.
-Syn? - Spytała Agnieszka.
Długowłosy mężczyzna przestał się śmiać i usiadł na łóżku koło kolegi.
Oboje spojrzeli na siebie, pewnie się nie spodziewali, że Agnieszka nawet tego nie pamięta.
-Tomek. Pani syn. - Powiedział czarnowłosy mężczyzna patrząc na Agnieszkę, która usiadła na krześle przy oknie.
Spojrzała na widoki przed sobą - wielkie miasto, przed kobietą rozciągało się pasmo wielkich budynków, w których świeciły się gdzieniegdzie światła.
Znowu było jej źle, tym razem czuła się okropnie, tak jakby ktoś kawałek po kawałku rozdzierał jej serce.
Ze wszystkich niezapamiętanych osób, zdarzeń i chwil, to było najokropniejsze - nie pamiętała własnego dziecka, nie wiedziała, że jest rodzicem i, że komuś złamała serce, leżąc tyle w tym szpitalu.
Teraz każda minuta była cenna, to, że gdzieś tam, poza murami szpitala, płacze za nią i nie ma do kogo powiedzieć ,,mamo", niewinne dziecko, zmobilizowało ją do życia.
Chciała wszystkiego się dowiedzieć, co jej umknęło, uratować syna i zacząć żyć.
-Mogę Panów o coś prosić? - Spytała.
-Oczywiście, po to tu teraz jesteśmy. - Odparł czarnowłosy mężczyzna.
Jego kolega spojrzał po sali, w której było pełno krwi i dodał.
-O ile także Panią możemy o coś prosić.
-O co?
-Odpowie nam Pani na kilka naszych pytań.
Agnieszka zawahała się, uświadomiła sobie, że nadal o nich nic nie wie.
Czarnowłosy mężczyzna spostrzegł zagubioną minę kobiety i powiedział uspokajającym głosem.
-Proszę się nie bać, nic Pani nie zrobimy. Chcemy się dowiedzieć paru rzeczy, o ile Pani pamięta. Jesteśmy z FBI i poszukujemy właśnie Doroty Malczewskiej oraz Rynkena Petrarkę. Chcemy Pani pomóc, a nie skrzywdzić, a właśnie oni są zamieszani w sprawę Pani wypadku.
Mężczyźni wyciągnęli dokumenty potwierdzające, że są z tajnej policji, by uspokoić Agnieszkę.
Kobieta ujrzała światełko w tunelu, które symbolizowało nadzieję - ci dwaj byli z policji i wiedzieli wszystko o wypadku i synu Agnieszki.
-Jak się Panowie nazywają? Lekarz twierdzi, że Pana też powinnam pamiętać - tu zwróciła się do czarnowłosego mężczyzny - ale nie kojarzę, niestety. - Powiedziała Agnieszka nabierając zaufania.
-Nic nie szkodzi. Przepraszamy, że się wcześniej nie przedstawiliśmy, wiadome, iż Pani takich szczegółów nie pamięta. - Uśmiechnął się przyjaźnie czarnowłosy mężczyzna.
-Nazywam się Adam Szpakowicz, ale proszę mówić do mnie po imieniu. Nie lubię oficjalnie. - Przedstawił się długowłosy mężczyzna, wyciągając rękę w stronę Agnieszki.
Kobieta odwzajemniła uścisk i spojrzała w okno nadal stojąc z listem w dłoni przy parapecie.
Mózg nie mógł sobie nic przypomnieć, co, by nawiązywało do imienia, które przed chwilą usłyszała... Smutne, a zarazem intrygujące, ponieważ Agnieszka coraz bardziej chciała wiedzieć więcej.
-Ja jestem Daniel Jakubowski, byłem z Panią w Stacji z trzy miesiące temu. Robiłem z Adamem badania Tomkowi. - Przedstawił się czarnowłosy mężczyzna, dodając zapomniały szczegół z życia Agnieszki.
Daniel. Tomek. Jakaś Stacja. Badania. - Kobieta nie wiedziała, co ma o tym myśleć, o co konkretnie chodzi. Ale wiedziała jedno, że dużo musiało się zapewne zdarzyć, jak była w śpiączce oraz jeszcze więcej, gdy to wszystko kiedyś pamiętała.
-Może niech Pani się położy? - Spytał zaniepokojony Adam, widząc, że Agnieszce lekko się zakręciło w głowie.
Wiedziała, że tego jest za dużo, by wszystko na raz ogarnąć, ale im bardziej chciała, tym gorzej się czuła pod względem fizycznym, jak i psychicznym.
Dała się wziąć pod ramię Adamowi i zaprowadzić do łóżka.
-Zostawić Panią i zawołać lekarza? - Zapytał Daniel nakrywając Agnieszkę kołdrą.
Kobieta w jednej chwili oprzytomniała i krzyknęła.
-Nie! Proszę, nie! Nie, nie trzeba, już mi trochę lepiej. Chciałabym wreszcie odzyskać pamięć, a Panowie wiedzą sporo. - Agnieszce stanęły w oczach łzy, było jej smutno, a świadomość, że wyszliby ludzie z tej sali, którzy wiedzą o niej tak wiele, wyżerała jej wnętrzności.
Najbardziej intrygował ją Daniel - Agnieszka zakochała się w jego niebieskich jak może oczach, w których z każdą minutą tonęła.
-,,Stan zakochania. Czy kiedyś ja mocno kogoś tak kochałam, by rzucić się w wir namiętności? Chyba nie. Nie wiem." - Owe pytanie nasunęło się Agnieszce, czy można kochać kogoś tak bardzo, by stracić kontrolę nad światem? Czy warto w ogóle?
W ,,nowym życiu" Agnieszki, pierwsze najgorętsze uczucie, które ją opanowało, to czysta, bezwarunkowa miłość. Może platoniczna i nieodwzajemniona, ale miłość, a czym właściwie jest miłość? Tego Agnieszka nie umiała określić... Nie dlatego, że straciła pamięć, tylko dlatego, że nie ma definicji prawdziwej miłości.
Miłość po prostu jest, albo jej nie ma. Tak samo, jak nie istnieje żaden powód do miłości, kocha się za nic, po prostu, bezwarunkowo, jak Agnieszka kochała Daniela, kocha się też tak, by każdy dzień był różny od następnego.

Nasuwa się pytanie.
Czemu Agnieszka wybrała Daniela, by się podkochiwać, a nie Adama?
Jak już wcześniej było wspomniane, to ci dwaj mężczyźni to uderzające przeciwstawności człowieka.
Daniel to szczupły, nie za wysoki mężczyzna, który chyba nigdy w życiu nie widział sztangi, lub w najgorszym przypadku siłowni.
Przeciętny facet o niebieskich oczach, czarnych włosach i przyjaznym uśmiechu.
Ale za to Adam to rosły, dobrze zbudowany dryblas. Umięśniony, o mocnym uścisku, łobuzerskim uśmiechu dżentelmena, długich brązowych włosach i postawie modela, prosto ze skarbnicy mody - Paryża.
Wiadome jest więc chyba, że każda księżniczka z jakiejkolwiek bajki, wybrałaby na swojego księcia, kogoś takiego, jak Adam.
Nasza bohaterka kochała inną miłością, gdzie się nie patrzy na zewnętrzną stronę człowieka, tylko wewnętrzną...
I to może właśnie jest potęga prawdziwej miłości, by umieć patrzeć sercem, a nie oczami.
Oczy mogą nas zmylić, ale nie to, jakimi ideałami kierujemy się przez serce.

-Dobrze, zostaniemy. Myśleliśmy, że Pani jest zmęczona. - Powiedział Daniel, siadając na krześle obok jej łózka.
Adam z założonymi rękami na piersiach, stanął przy drzwiach i pilnował.
-Ma Pani jakieś pytania? - Spytał Daniel.
Agnieszka spojrzała mu w oczy i miała coś powiedzieć, ale stało się coś dziwnego.
W oczach mężczyzny zobaczyła odbicie swojej duszy, a w niej te najgłębiej skrywane tajemnice, które były do tego czasu dla niej zagadką.
Czy musiała spojrzeć w oczy Danielowi, by przypomnieć sobie wszystko? Czy miłość do tego człowieka przełamała wszelkie lody, bariery i zakurzoną pamięć?

Przypomniała sobie wszystko, co było trzy miesiące temu, co wydarzyło się w ciągu dwóch dni!
Jak zaledwie czterdzieści osiem godzin zniszczyło jej życie...
Strach, paraliż i panika ogarnęły Agnieszkę ze wszystkich stron.
Jak na tacy przypomniała sobie hol Stacji, a w nim Dorotę i Rynkena...
Chłopca leżącego na posadzce, całego we krwi i z rozbitą czaszką...
Dziwne ciecze...
Walka...
I kobietę, która pod dziwnymi kątami miała ciało, które bezwładnie leżało na posadzce... Ta kobieta to była ona! Agnieszka doszła do sedna wszystkiego, tak jak przypuszczała, to wszystko przez Dorotę!
To Dorota uderzyła ją butelką tak, że Agnieszka straciła pamięć!...
To o tym pisała Dorota w liście... Dziewczyna chciała ją dobić, zamienić jej obolałą duszę w starty popiół.
Uda się jej to, jeżeli jak najszybciej nie wyjdzie ze szpitala i stawi czoła przeszłości - teraz Agnieszka była pewna, że to się uda.
Nigdy jeszcze od przebudzenia się ze śpiączki, nie pragnęła czegoś tak mocno, jak wyjście ze szpitala i pokazanie Dorocie gdzie jej miejsce.
Z drugiej strony kobieta była zaskoczona, ponieważ wystarczyło jedno spojrzenie, by pamięć wróciła.
I to bez leków, terapii, czy dla Agnieszki, bezsensownym pobycie w szpitalu.
-,,Może miłość naprawdę zwycięża wszystko." - Pomyślała Agnieszka patrząc w twarz Danielowi.

-Już nie. - Zaśmiała się cicho kobieta.
Mężczyźni spojrzeli po sobie zdziwieni.
Adam odszedł od drzwi i stanął przy łóżku kobiety.
Agnieszka leżała przykryta kołdrą brudną od krwi, która nie wiadomo skąd się wzięła, rozproszona po sali w tak dużych ilościach.
Co znowu zrobiła Dorota, by ją w coś wkręcić? Czemu ona to robiła? Czym się kierowała?...
Człowiek ma dwie natury, dobrą i złą, ale nie rodzimy się źli, tylko ,,czyści", więc to samo tyczy się Doroty - ona nie zaplanowała sobie, że będzie zła, coś ją musiało do tego zmusić.
-,,Tylko co ją do tego pchnęło? Czy można było jej jakoś pomóc?" - Spytała Agnieszka samą siebie.
-,,To będzie trudne, ale wykonalne, jeżeli całą sobą uwierzysz w tą dziewczynę." - Odezwała się jej podświadomość.
-,,Problem w tym, czy ona chce się zmienić..." - Pomyślała Agnieszka.
Nagle znowu poczuła się źle, od tych rozmyślań i rozterek zawirowało jej w głowie.
Mężczyźni spojrzeli na nią zaniepokojeni, a ona tylko odparła, że jest straszliwie zmęczona i zanim zdążyła coś zrobić, wcisnęła głowę w poduszkę i oddaliła się do krainy snów...



------------

Z powodu braku czasu, wczoraj nie został wstawiony ten rozdział! Przepraszamy!
 

 
Agnieszka biegła długim i jasnym korytarzem, co chwila obijała się o ściany, jak pijana, ale w tym momencie nic nie mogło ją powstrzymać.
Nie wiedziała dokąd biegnie i z jakiego oddziału wybiegła, prędkość z jaką pędziła huczała jej w uszach, ludzi, których omijała, byli tylko wielkimi rozmazanymi plamami.
Gdy skręciła w jakiś inny korytarz usłyszała, że z parę osób za nią biegnie.
-,,Pewnie się zorientowali, że mnie nie ma w łóżku." - Pomyślała zwalniając.
Skoro biegła do gabinetu lekarskiego, a lekarze pragnęli złapać ją to lepiej będzie aż zwolni.
Usiadła na ławce na końcu korytarza i odwróciła głowę, by zobaczyć, kto za nią biegł.
Rozpoznała tego młodego chłopaka, który podawał jej lek i jakiś dwóch mężczyzn nie wyglądających na lekarzy.
-Nareszcie, a myślałem, że Pani nie zwolni. Coś się stało? - Młody lekarz, czerwony na twarzy, dysząc ciężko, usiadł koło Agnieszki. Fartuch lekarski, teraz tylko trzymał się mu na zgięciach rąk, a na jego twarzy malował się niepokój.
Agnieszka także cała zdyszana, spojrzała na niego, a potem na tamtych dwóch mężczyzn, którzy siedli na ławce naprzeciwko.
Jeden był przeciwieństwem drugiego, Agnieszka chyba ich nie spotkała, tego była pewna... A może się myliła?
Jeden z mężczyzn miał czarne włosy i niebieskie oczy, ubrany był elegancko, jakby dopiero, co wrócił z bankietu.
Czarne lakierki z zestawem z białą koszulą, szarymi spodniami i garniturem, zdawały się wisieć na szczupłym, jak patyk ciele.
Drugi, jego kolega, był bardziej postawniejszy. Agnieszce przypominał napakowanego Terminatora, miał skupiony wyraz twarzy, którą zasłaniały długie, brązowe włosy.
Trwała cisza, którą przerwał lekarz.
-Więc? Coś się musiało stać, że Pani, jak z procy wyleciała ze swojego oddziału i znalazła się po drugiej stronie szpitala, tu na ginekologii.
Agnieszka rozejrzała się po korytarzu, większą część pacjentów stanowiły kobiety, który śledziły cały pościg.
-,,Jak mam powiedzieć o spotkaniu z Dorotą i o tym, że chce ze mnie zrobić debilkę?"
-Pamięta coś Pani ogólnie? - Przerwał chwilę milczenia czarnowłosy mężczyzna.
-To, że nazywam się Agnieszka i chyba miałam jakiś wypadek. Reszty chciałam dowiedzieć się od lekarzy, dlatego wybiegłam, chciałam znaleźć gabinet lekarski. - Powiedziała Agnieszka spuszczając głowę.
Młody lekarz spojrzał na czarnowłosego mężczyznę, a potem zwrócił się do Agnieszki.
-A tego Pana, Pani kojarzy?
Agnieszka odwróciła wzrok od podłogi i zamyśliła się.
Czemu miałaby go kojarzyć? Czy on miał jakiś wpływ na jej życie? Tego sobie niestety nie mogła przypomnieć, oczy znowu zaszyły jej się łzami.
Była świadoma tego, że straciła pamięć, wszyscy wymagali od niej tego, by sobie wszystko przypomniała.
Nie było to proste, to wymagało czasu, ale Agnieszka i tak była zadowolona, że zna już swoją tożsamość, a to dzięki komuś, kogo tak nienawidziła...
Ale czemu? Czy Dorota przyczyniła się do tego wypadku, który z pewnością był?
Agnieszkę najbardziej bolało to, że teraz w jej życiu pojawiały się osoby, które ją znały, a kobieta nie mogła nic powiedzieć konkretnego.
Ale czemu od razu rozpoznała Dorotę, gdy ta pojawiła się w drzwiach sali? Może z nią wiążą się jakieś przeżycia, których nie sposób zapomnieć nawet po utracie świadomości?
Pewnie mózg Agnieszki tak silnie zakodował twarz Doroty, że nie sposób jej zamazać.
-,,Przecież to oczywiste! Ona coś uknuła oraz namieszała, w przeciwnym razie nie rozpaliłby się we mnie taki gniew." - Odezwała się podświadomość Agnieszki.
-Proszę nie płakać, z pewnością Pani coś sobie więcej z czasem przypomni. - Odezwał się lekarz, widząc, że Agnieszce pociekły łzy.
-Nienawidzę Doroty!! To ona przyczyniła się do tego, że tu jestem! - Krzyknęła kobieta wstając z ławki i patrząc się wprost na zdziwionego lekarza.
Czarnowłosy mężczyzna spojrzał ze strachem zmieszanym z ekscytacją na kolegę i spytał trochę przestraszonym głosem.
-Mówi Pani o Dorocie Malczewskiej?
Agnieszka spojrzała na niego i rzekła.
-Chyba, znaczy no nie jestem pewna. Zna ją Pan? Tym razem odezwał się ten drugi mężczyzna.
-Owszem, znamy. Poszukujemy jej od ponad trzech miesięcy, towarzyszył jej mężczyzna, zapewne jej wspólnik.
-Jeżeli Pan pozwoli, Doktorze, to odprowadzimy panią Agnieszkę do sali. Chcemy z nią porozmawiać, może trochę odświeżymy jej pamięć. Byliśmy z nią w dniu wypadku. Obiecujemy, że jak będzie zmęczona, to damy jej spokój. - Powiedział czarnowłosy mężczyzna do lekarza.
-Dobrze Panowie. O ile pani Agnieszka wyrazi zgodę, to tak.
Trzej mężczyźni spojrzeli na kobietę, która teraz stała przodem do okna.
Podświadomość kazała się zgodzić, przecież po tym, co słyszała, można stwierdzić, że ci mężczyźni wiedzą coś o niej i nawet znają Dorotę.
Natomiast jeszcze coś innego nakazywało jej wycofać się i nie mieć z nimi nic do czynienia...
Przecież czemu miałaby wiedzieć, że nic jej nie zrobią? Nie miała pewności czy ją naprawdę znają, a poza tym, bała się, jak zobaczą krwawiącą Dorotę w jej sali, co wtedy powie? Powie, że przywaliła dziewczynie i skopała?...
-,,Ale w sumie nie wyglądają na podejrzanych typów, a poza tym chyba lekarz wie, co mówi. Przecież to może być jedyna szansa na dowiedzenie się prawdy."
-Tak, może być. - Rzekła w końcu Agnieszka, odchodząc od okna.
-Dziękuję Pani. - Odparł długowłosy mężczyzna wstając z ławki wraz ze swoim kolegą.

Po chwili szli już z powrotem korytarzem do sali, tym razem już spokojnie.
Lekarz poszedł do swojego gabinetu, a dwaj mężczyźni prowadzili pod rękę Agnieszkę, by nie upadła.
Była jeszcze trochę słaba, niepotrzebnie biegła od razu, gdy wstała z łóżka, ale musiała...
Teraz też się bała, jak wytłumaczy się, gdy ktoś zobaczy Dorotę?...
By oderwać się od czarnych myśli, spytała o coś, co ją nurtowało.
-Na jakim oddziale leżę?
-Ogólnym. Nie wykryto u Pani czegoś, by dać Panią na konkretny oddział. -Odparł czarnowłosy mężczyzna uśmiechając się przyjaźnie.
By skrócić drogę, wsiedli do windy. Napakowany mężczyzna wcisnął guzik, a winda po chwili ruszyła.
-Ej, ty, no nie do końca, przecież pani Agnieszka najpierw przez miesiąc leżała na oddziale intensywnej terapii. - Rzekł.
Agnieszka zaniemówiła, spojrzała na czarnowłosego mężczyznę, który potwierdził to kiwnięciem głowy.
-,,Intensywna terapia? Jezu, brzmi groźne, dobrze, że tego nie pamiętam." - Pomyślała kobieta, gdy w tej samej chwili otworzyły się drzwi windy.
Nic dziwnego, że czuła się źle, jak przebiegła całe dwa piętra, ale gdy docierali do sali, w sercu Agnieszki rósł niepokój.
Było jeszcze gorzej, gdy weszli do środka, nie takiego widoku się spodziewała...

 

 
Kobieta spojrzała na dziewczynę, która jeszcze przed chwilą nazwała ją...
-,,Agnieszka Malinowska?" - To imię, jak zarówno nazwisko było jej znane, mogłaby przysiądź, że gdzieś je słyszała.
Nie potrafiła pojąć tylko jednego, czemu ona mogłaby się tak nazywać.
Dziewczyna spojrzała po sali i usiadła na krześle koło łóżka, gdzie jeszcze przed chwilą zajmowała je lekarka.
-Wyglądasz całkusiem zdrowo. Zdrówko dopisuje, co Aguś? - Zagadała dziewczyna od której aż wręcz bił podejrzany entuzjazm.
-Jaaa nie wiem. Kim jesteś i skąd możesz wiedzieć, że mogę się nazywać Agnieszka Malinowska? - Spytała kobieta, z trudem siadając na łóżku, chciała i to z dwóch powodów.
Miała pustkę w głowie, a ta dziewczyna pewnie wie coś o niej, jak nawet nadała jej imię.
-,,Może naprawdę nazywam się Agnieszka Malinowska, czemu, by nie? Podoba mi się to imię od teraz..." - Uśmiechnęła się do swoich myśli kobieta, ale nadal nie miała stuprocentowej pewności, co do tej dziewczyny i tego, co mówi, i dlatego chciała się dowiedzieć czegoś więcej...
A poza tym, strasznie kręgosłup ją bolał, gdyby się nie podniosła w końcu, przełamałby się na pół.
Właśnie takie miała wrażenie, czuła się, jakby przeleżała w tym łóżku wieki.
Dziewczyna siedziała na krześle wyluzowana, noga na nogę i coś nuciła pod nosem.
-Wiesz, ustalmy jedno, dobra? Może jestem powalona, ale na ludziach się znam. Moje IQ przerasta nawet moje wyobrażenia i myślisz, że z tym - tu popukała się w skroń - no i ogólnie z całą resztą, zapomniałabym imienia swej drogiej i jedynej przyjaciółki? - Odparła dziewczyna, zaczynając się śmiać.
-Nie rozśmieszaj mnie nigdy więcej takimi bzdurkami Agnes. - Dorzuciła, klepiąc kobietę w obolałe plecy.
-Jak się nazywasz?
-Agnes, nie świruj. - Dziewczyna nachyliła się nad kobietą z nieodgadnioną miną.
Agnieszka nie wiedziała, co powiedzieć, ale wiedziała jedno, że może ta dziewczyna, która jest jej przyjaciółką powie jej więcej niż lekarze.
Problem był w tym, że ona kompletnie nie wiedziała, że Agnieszka straciła pamięć.
Świadomość tego, że ma jej to powiedzieć przyprawiała ją o mdłości, ale z drugiej strony ona przecież była jej przyjaciółką i powinna wiedzieć.
Agnieszka nie chciała jej stracić, jedynej osoby, która zapewne wie coś o jej życiu i jest żywym człowiekiem, który kiedyś był zapewne jej bliski.
Ale z jednej strony, co miała jej powiedzieć, oprócz tego, że straciła pamięć? Oprócz tego nie wie nic, to jak wyrazić, że bardzo cierpi i chce pomocy?
Dochodziło do niej stwierdzenie, że przecież coś musiało się stać, iż straciła pamięć. Ludzie przecież nie zapominają wszystkiego ot tak...
Zawsze musi być jakaś przyczyna, a do tego groźna, ponieważ z błahego powodu człowiek nie traci wszystkie, co było dla niego ważne i tak po prostu nie pozwala, by na miejsce tego weszła pustka.
Ale co się stało? To było pytanie na które Agnieszka już nie znała odpowiedzi.
-,,Może moja przyjaciółka wie?" - Pomyślała i spojrzała na dziewczynę, która nadal jej się przypatrywała, a teraz wyraz jej twarzy świadczył, że coś analizuje w głowie i stara się, by wyglądała na znudzoną, aby Agnieszka nic nie spostrzegła.
Jednak kobieta nie zwracała na ten teatrzyk uwagi, skupiła się jedynie na twarzy dziewczyny...
Nagle stało się coś dziwnego, w Agnieszce ni stąd ni zowąd zebrał się gniew i rozpalił ogień nienawiści do dziewczyny.
Wstała z łóżka i podeszła wolnym krokiem do okna, podpierając się o różne przedmioty, by nie upaść.
Kompletnie zapomniała o bólu, przyćmił go buzujący w niej gniew, chciała krzyczeć, ale z drugiej strony nie mogła, ponieważ zaraz, by przyleciał jakiś lekarz, a chciała być z tą dziewczyną sam na sam.
Żeby się uspokoić, chwyciła się parapetu i wyjrzała przez okno.
Padał deszcz, a niebo było zachmurzone. Krople bębniły o parapet, a jeszcze inne ginęły na szybie.
Agnieszka widziała parking budynku w którym się znajdowała, szary asfalt na którym tworzyły się wielkie kałuże. Do jednej podleciał jakiś mały ptaszek i zaczął pić, dalej od niego stał srebrny samochód z którego wysiadła jakaś kobieta.
Agnieszka nawet wzrokiem wychwyciła jeszcze dalsze krajobrazy.
Za małym murkiem było boisko, na którym grupka chłopców grała w piłkę, dalej ulica, na której panował straszny ruch i zapewne hałas.
Kobieta spojrzała na mały budzik, który stał w rogu parapetu, była właśnie osiemnasta trzydzieści jeden, a Agnieszka czuła, że coś się zmieniło.
Gdy zobaczyła tą dziewczynę, blokada w pamięci obróciła się w popiół, teraz była już świadoma wielu rzeczy i mogła poukładać sobie wszystko.
-,,Nie jestem w Wariatkowie na oddziale zamkniętym, to jest zwykły szpital, do którego trafiłam przez tą dziewczynę. Życie tam za oknem toczy się dalej, a ja jestem częścią tego, ja nie zwariowałam, to ta dziewczyna pragnie tego." - Agnieszka odwróciła się od okna i spojrzała na dziewczynę, która leżała na jej łóżku.
-Dorota! - Krzyknęła Agnieszka i poczuła się nagle o wiele lepiej wypowiadając to imię.
Dorota na dźwięk swojego imienia drgnęła i usiadła na łóżku. Spojrzała na Agnieszkę, która cała czerwona stała przed nią.
-Też cię love! - Rzuciła Dorota i wybuchnęła śmiechem.
Tak, był to śmiech jaki Agnieszka pamiętała, to on spowodował jeszcze w niej większą furię.
Podeszła do Doroty i bez żadnego słowa przywaliła jej w twarz, dziewczyna cała oszołomiona upadła na ziemię i zakryła buzię rękami.
-Ty... - Zaczęła, ale Agnieszka kopnęła ją w żebro tak, że Dorota z brzucha oszołomiona bólem przetoczyła się na plecy.
Leżała z rozłożonymi rękami oraz nogami na posadzce, a krew ciekła jej z nosa i ust.
-To za zmarnowane życie! - wrzasnęła Agnieszka i klękła przy Dorocie. - Pamiętam już wszystko, to co powinnam. Myślałaś, że mnie wkręcisz? Ja też myślałam podobnie, ale nic z tego.
Dorota nie wiedziała, co ma zrobić, a tym bardziej powiedzieć.
Prawdę mówiąc myślała, że opowie Agnieszce wszystko, by wyszło na jej własną korzyść, ale nic z tego.
Po raz pierwszy dała się nabrać, życie zrobiło jej psikusa, ponieważ wystarczyła Agnieszce chociaż jedna znajoma twarz, by sobie przypomnieć najważniejsze szczegóły oraz, by zebrać w sobie motywację do dalszych działań.
Właśnie po raz pierwszy, od zapewne paru miesięcy zamglonej pamięci w ,,nowym życiu" Agnieszki, po rozbudzeniu się z głębokiego transu, pojawiła się Dorota.
Osoba pragnąca ją wykończyć, zrobić z niej idiotkę i zepsuć życie, przyszła do szpitala, by opowiedzieć Agnieszce przygotowane historie i pogrążyć ją jeszcze bardziej.
Na szczęście Agnieszka wyczuła podstęp, a jej podświadomość ruszyła do działania.
Teraz jej jedynym celem było się dowiedzieć wszystkiego, co chciała, nawet jakby ją to miało kosztować życie...
Ubrała szpitalne klapki leżące pod łóżkiem, wsunęła na siebie szlafrok i zostawiwszy na pół przytomną i krwawiącą Dorotę na podłodze, popędziła w kierunku gabinetu lekarskiego.
 

 
-Spokojnie. Już nie będzie igieł. - Odezwał się lekarz odsuwając się od łóżka.
Kobieta zaczęła ciężko oddychać, by się opanować.
Dziwna piosenkarka uśmiechnęła się lekko i zwróciła do chłopaka.
-Dobra robota młody, będziesz świetnym lekarzem.
-Moja krew, nie synu? - Odezwał się ten drugi mężczyzna klepiąc w ramię chłopaka.
-,,A więc to jego syn. Ojciec i syn. Ciekawe, jak to jest być rodzicem... A może ja mam dzieci?" - Pomyślała kobieta, przestraszona, że nic nie pamięta.
W gruncie rzeczy odczuła poprawę.
Świat przybrał kolorów, a co najważniejsze nie bolało już tak bardzo.
Leżała na łóżku z pustką w głowie, powoli docierały do niej głosy z zewnątrz.
-Dobrze, Panowie. Koniec pogaduch, muszę się zając pacjentką, długo czekaliśmy aż się obudzi. - Odezwała się ta dziwna piosenkarka.
-Poradzisz sobie sama Daria? - Spytał lekarz, ojciec Roberta.
-,,Jest jakaś piosenkarka o imieniu Daria?" - Zastanowiła się kobieta, ale nie mogła sobie przypomnieć.
-Przecież, że tak. - Uśmiechnęła się kobieta, przyjaźnie popychając lekarzy w stronę wyjścia.
Gdy już lekarka-piosenkarka została sama z pacjentką, przysunęła krzesło do jej łóżka i usiadła koło niej.
-Żądam wyjaśnień. - Powiedziała kobieta przekręcając się na łóżku.
-Proszę pytać. - Uśmiechnęła się do pacjentki pani Daria, poprawiając pościel na łóżku.
Kobieta zamyśliła się i ze wszystkich pytań wybrała dwa, jej zdaniem najsensowniejsze.
-Proszę, niech Pani mi odpowie, co się właściwie stało i gdzie ja jestem?
-To długa historia i... - Pani Daria popatrzyła na pacjentkę, która głęboko westchnęła i spojrzała po sali.
-Obiecała Pani, że mi Pani odpowie na pytania. - Powiedziała, patrząc na Panią Doktor, która najwyraźniej wszystko olewała.
-,,Nie taką odpowiedź chciałam usłyszeć." - Pomyślała kobieta patrząc w okno, nie tak to miało wyglądać.
Z każdą chwilą dochodziło do niej, że wcześniej śniła.
Ta dziwna kobieta to nie piosenkarka, to lekarz, który, jak każdy inny pewnie chce ją wykończyć, a wielka gwiazda to jedynie jej senny majak, który sobie wymyślił obolały mózg.
Chciała się upewnić, ale nie wiedziała, jak zareaguje na to ta lekarka.
Może tamci koledzy tej kobiety, by coś powiedzieli, ale ich nie było i musiała wycierpieć męki.
-Bardzo przepraszam, chyba Pani mnie źle zrozumiała, myślałam, że Pani coś pamięta. - Powiedziała przepraszająco lekarka.
-Pamiętam? Co? - Spytała zdenerwowana kobieta, bojąc się spojrzeć na rozmówczynię, by ta nie zobaczyła jej łez.
Teraz płakała ze smutku, była przerażona tym, że ktoś powiedział, że straciła pamięć.
Nie chciała wcześnie w to wierzyć, teraz musiała, a to bolało najbardziej.
Pani Daria chyba wyczuła drżenie głosu pacjentki, więc, by załagodzić sytuację chwyciła jej dłoń i rzekła.
-Pomożemy Pani.
Kobieta spojrzała na lekarkę, oczy jej się trochę świeciły, ale łzy już nie leciały.
Lekarka patrzyła na nią tak, jak ta gwiazda we śnie, zatroskanym wyrazem twarzy i odrobiną przerażenia tym, na jakie tory zejdzie ta rozmowa.
-,,Drażni mnie ta cholera, gapi się, jak nie wiadomo co i ta durna gadka, że pomoże mi." - Pacjentka przekręciła głowę na drugi bok, by nie widzieć twarzy lekarki.
Jej wzrok padł na okno, za nim było tak samo, jak w jej duszy...
Szaro, smutno i zapewne zimno, ale tego nie umiała stwierdzić w swej duszy, jak zarówno za oknem.
Nie wiedziała kim jest i czym się w życiu kierowała, nie potrafiła określić czy była wtedy coś warta... Wtedy? O ile było jakieś wtedy!
Pani Daria zapewne już nie wiedziała co począć, bo powiedziała cicho.
-Może niech Pani odpocznie, później porozmawiamy albo zawołam innego lekarza.
Kobieta oderwała się od swoich myśli i powiedziała nie patrząc na lekarkę.
-Nie, dziękuję. Proszę mnie zostawić, chcę sobie wszystko przemyśleć...
-Dobrze, jakby coś się działo, proszę nacisnąć tę lampeczkę nad łóżkiem to wtedy ktoś przyjdzie. - Rzekła lekarka pokazując przycisk na głową kobiety, po czym wyszła zostawiając uchylone drzwi.
-,,Spadaj!" - Pomyślała kobieta, odprowadzając wzrokiem lekarkę.
W gruncie rzeczy nie potrzebowała łaski ani litości, chciała tylko świętego spokoju.
-,,Może będzie lepiej, gdy poddam się i dam się wykończyć? I tak mam pustkę, której nikt mi nie chce wypełnić..." - Pomyślała kobieta i przypomniała sobie nagle o swoim śnie.
-,,Takie gwiazdy muszą mieć super, wieczna sława i pieniądze... Nie muszą się o nic martwić. W gruncie rzeczy wszyscy inni zwykli ludzie też, z moim wyjątkiem. Oni żyją normalnie, nie mają problemów. Ich życie jest sielanką, więc szukają mocnych wrażeń w postaci wymyślania sobie problemów i samobójczych myśli..." - Kobieta spojrzała na obraz Matki Boskiej, który wisiał na wprost łóżka, a oczy znowu zaszyły się jej łzami. Chciała się pomodlić, nie wiadomo o co, byleby klęknąć przed tym obrazem i płakać, straszliwie płakać.
Nie wiedziała czemu natchnęło ją modlitwą, ale chciała się komuś wyżalić, a lekarze to bezduszne istoty, jak ich zaprezentowała tamta lekarka.
-,,Bez sensu, czemu niby tam w drugim świecie mieliby mnie wysłuchać, jak tu nie potrafią?!" - Do takiego wniosku doszła kobieta, gdy zaczął ją dusić straszliwy kaszel.
Spojrzała na przycisk nad łóżkiem i pomyślała, że może spróbować, byleby po to, żeby ktoś jej przyniósł kubek wody.
Miała już nacisnąć, gdy na korytarzu rozległy się czyjeś szybkie kroki zmierzające do sali kobiety.
Stukot obcasów i dźwięk zapewne miliona bransoletek zmusił kobietę do odłożenia ręki na szafkę stojącą koło łóżka.
Po paru minutach drzwi się otworzyły na oścież i stanęła w nich wysoka blondynka, gdy zobaczyła zdziwioną kobietę w salowym łóżku, pragnącą jeszcze przed chwilą dopaść przycisk, uśmiechnęła się szeroko, a oczy podejrzanie jej się zaświeciły.
Zamknęła za sobą drzwi i jeszcze z ręką na klamce rzekła.
-Agnieszka Malinowska, jak się nie mylę!
 

 
3 MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Blond włosa kobieta wreszcie wyszła na scenę, a ze wszystkich stron wielkiej areny tłum radośnie skandował jej imię.
Tylko jakie imię? To już nie mogło dojść do zasięgu jej słuchu, mimo głośnego ryku ludzi uszy kobiety nie mogły wychwycić imienia piosenkarki.
-,,To musi być bardzo sławna i lubiana gwiazda. Dużo ludzi przyszło na jej koncert, a krzyk zachwytu świadczy o tym, że powodzi się jej w świecie muzyki." - Odezwał się cichy głos gdzieś w głowie kobiety.
Był tak cichy, a zarazem dudniący i odbijający się od wszystkich czterech ścian jej mózgu i wracający do niej jak bumerang.
-,,To jakieś pocieszenie. On jeszcze działa i to na pełnych obrotach, co znaczy, że żyję! A może nie? Może jestem tam, gdzie nie sięga ludzki wzrok i nie pojmuje piękna tego miejsca żaden umysł? Może takie jest niebo, gdzie można komunikować się ze swoim mózgiem i oglądać za darmo koncerty gwiazd?" - Kobieta wytężyła wszystkie zmysły, chciała zastanowić się nad tym gdzie jest i czemu musi oglądać koncert tej piosenkarki, której imienia nie zna i dlaczego wszystkie trudne pytania zadawane przez nią nie doczekują się odpowiedzi.
Mózg pracował na pełnych obrotach, zadawał rozmaite pytania i obarczał swoją właścicielkę ich obecnością.
Narząd wzroku przysparzał jej różne obrazy, a ona każdą cząsteczką dawała do zrozumienia, że nie chce tego.
Była strasznie słaba, jej dusza krzyczała z bólu, a ona nie mogła nic zrobić, chociaż bardzo tego chciała.
Mózg reagował na wszystko, co było w jej wnętrzu, a nie chciał, albo nie potrafił dać poleceń palcom, oczom czy czemuś innemu, by ktoś ze świata żywych uratował ją z więzienia własnego ciała i uświadomił jej, że żyje.
Chciała też coś powiedzieć, ale usta były strasznie ciężkie i gorące, nie mogły się otworzyć chociaż każda cząstka wymagała tego.
Kobieta nie była świadoma tego, co robi, gdzie jest i jak nazwać obecny stan, ale pragnęła się obudzić, po prostu otworzyć oczy i oderwać się od dziwnych pytań i oglądania koncertu...
Czemu to? Czy ona o to prosiła?
Nie była pewna odpowiedzi, ale świadoma tego, że nie zamierza oglądać show.
Jakieś złote serpentyny i błyski świateł, które przyprawiały o wymioty i ta bezimienna piosenkarka...
Nie chciała tego, pragnęła to odrzucić, przecież gdzieś tam za dziwną powłoką, której nie może przebić, toczy się normalne życie do którego chce dołączyć i je przeżyć.
Nawet nie wiedziała, czy lubi tą piosenkarkę, czy chce jej słuchać...
-,,Jakaś plastikowa blondynka zabawia publiczność, a ja muszę to słuchać i oglądać! Nie chcę tego! Nie! Muszę się wydostać na zewnątrz, gdzieś indziej musi być inny świat..." - Nagle sceneria się zmieniła, jak za dotknięciem magicznej różdżki serpentyny przestały lecieć, a światła pogasły.
Ludzie nagle zniknęli, a piosenkarka zeszła ze sceny i zmierzała nie wiadomo czemu z zatroskanym i przerażonym wyrazem twarzy do kobiety.
Wreszcie mogła zobaczyć twarz piosenkarki, ale im bliżej podchodziła, tym bardziej obraz się zamazywał...
-,,Co ona chce?" - Kobieta wytężyła ponownie wszystkie zmysły, chciała również zobaczyć, jak wygląda nieznajoma.
Chęć zobaczenia kogoś kto był dla niej zagadką i nurtującym problemem zmobilizowało mózg do większej pracy, a ciało drgnęło zmuszając ręce do objęcia nieznajomej za szyję.
Ciężkie powieki powoli zaczęły się zaczęły otwierać, ukazując mgłę, a za nią czyjąś twarz...
Po kilu chwilach ciszę przeszył czyjś głos, który w bolącej głowie kobiety przerodził się w ryk...
Mgła, potężny głos i do tego dochodzące kolory bieli pokonały podświadomość kobiety, której zrobiło się niedobrze.
Poczuła dziwne ukłucie w brzuchu i zwymiotowała na coś miękkiego, po czym cała otumaniona zsunęła się z czegoś puchowego, na coś zimnego i kamiennego...

////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\

-Nic Pani nie jest? - Odezwał się jakiś kobiecy głos, bardzo przestraszony.
Kobieta nie do końca była świadoma tego, co robi, wiedziała jedynie, że leży na czymś twardym, a usta ma spierzchnięte i gorące.
-,,Widzę. To postęp. Szafka? Co ona tu robi?... Gdzie ja jestem?" - Kolejne pytanie przeszło jej przez myśl.
-,,Może szpital, albo w najlepszym przypadku Wariatkowo." - Znowu ten sam cichy głos, teraz już trochę głośniejszy i mniej denerwujący udzielił jej, no może nie jednoznacznej odpowiedzi, ale odezwał się.
-,,Może odzyskuję świadomość, jak panuję nad tym głosikiem... Ale gdzie ta piosenkarka? Gdzie ona jest?"
-,,Spytaj się tych dwóch tam, może wiedzą!"
Kobieta podniosła lekko głowę, już nie było jej tak niedobrze.
Dwaj mężczyźni w długich, białych fartuchach weszli do sali.
Kobieta słyszała, jak o czymś rozmawiają z tą dziwną piosenkarką.
Chwilę potem przed oczami kobiety przeszło coś białego i jakby z oddali usłyszała skrzypienie sprężyn.
-,,Zwymiotowałaś na pościel, brudasie." - Znowu ten głosik w jej głowie dał o sobie znać, a potem jakieś cztery pary rąk przeniosło kobietę na nowo posłane łóżko.
Kobieta nie stawiała się, czekała spokojnie na dalszy ciąg zdarzeń, była za bardzo zmęczona i ciekawa, co będzie dalej.
-Podajcie pacjentce lek przeciwbólowy, ale żeby nie była po nim senna i otumaniona. - Mężczyzna w białym fartuchu zwrócił się do kolegi i tamtej piosenkarki.
Kobieta czekała spokojnie, miała otwarte oczy wbite w sufit.
Bolał ją strasznie brzuch, wszystkie mięśnie i głowa.
-,,Może lepiej byłoby oglądać tamten koncert? Wtedy przynajmniej nic nie bolało." - Oczy zaszyły się jej łzami, które spływały po policzkach i topiły się w okolicach szyi.
Płacz. Naturalna emocja człowieka... Można płakać na wiele sposobów... Z radości, ze smutku, z rezygnacji, albo gdy po prostu dusza tego wymaga.
Kobieta płakała z rezygnacji, nie wiedziała już, co ma robić ze sobą, czuła, że życie to tylko żart i to jeden okropny żart...
Nie pamiętała niczego, tylko to, że była na koncercie, a może to sen?
Może jej samo istnienie jest żartem i bezowocnym snem?
Nawet nie pamiętała kim jest, czemu musi leżeć w tym łóżku i czy ma kogoś bliskiego na świecie, a nie jedynie głos podświadomości.
-Robert, masz... - Ten sam mężczyzna, który kazał podać lek, przekazał jakiemuś chłopakowi w białym fartuchu coś ostrego.
-,,Strzykawka nafaszerowana jakimiś lekami." - Odezwała się podświadomość.
Kobieta spojrzała na chłopaka, który podszedł do łóżka.
Miał brązowe włosy, krótko obcięte i na żelu, oczu mu się świeciły w świetle lamp palących się w sali, miał kościste policzki i trochę zarostu.
Spiął mięśnie twarzy w skupieniu i coś odliczał na strzykawce.
Kobieta była zadowolona, rozróżniała wszystkie szczegóły na twarzy chłopaka i nazywała kolory.
-,,Nie jest źle." - Pomyślała.
Wtem chłopak pochylił się nad nią, narząd węchu odblokował się przyjmując do organizmu dawkę silnych, męskich perfum.
Tamta dziwna piosenkarka trzymała wyciągniętą rękę kobiety, a młody lekarz wprowadził antybiotyk do krwi.
Kobieta poczuła lekkie ukłucie, popadła w błogi stan, nic już ją nie bolało, ale nie straciła resztek jasnego umysłu.
Leżała tak chwilę spokojnie, ale po paru minutach lek w organizmie zaczął się rozchodzić i każda kończyna zastygłego ciała zaczynała się ruszać.
Mięśnie zaczynały pracować, a mechanizm ciała starał dopasować się do rytmu mózgu.
Kobieta nie mogła wytrzymać tego bólu i po chwili z jej zaczynających płynnie oddychać płuc i spierzchniętej krtani, wydobył się rozdzierający krzyk, który spowodował, że mięśnie twarzy i ciężkie usta w ułamku sekundy stały się plastyczne...

 

 
-Wygraliśmy! Rozumiesz? Ty i ja, Królowie świata! - Krzyczała Dorota trzepiąc Rynkena za ramię, który jako jedyny z ich duetu był opanowany i stawiał jasno fakty.
Szedł poważnym krokiem, zamyślony i co chwila oglądał się za siebie.
Gdy przeszli długość parkingu wsiedli do samochodu Rynkena, gdzie Dorota nie wytrzymała napięcia i spytała.
-Co ty taki jakiś...? Nie czaisz, że już jest po kłopocie?
Rynken siedział za kierownicą i patrzył się tępo w okno.
Na dworze robiło się coraz jaśniej, ptaki budziły się ze snu, a słońce rzucało długie i świeże cienie na asfalt parkingu.
Wybiła ósma, zaraz ludzie będę zjeżdżać się do pracy.
Tylko po co? Co chcą tu zastać?
Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna już nie była taka jak kiedyś, a jak już to tylko pozory.
Ten kawałek miasta nie istniał, nie było w nim życia.
Parking teraz jeszcze był pusty, ale jak pracownicy przyjadą to co zobaczą?
Rozsadzoną przybudówkę, gdzie kiedyś była piwnica, a w holu pełno krwi i zniszczeń - Chorą, nieprzytomną kobietę i jej syna z rozbitą czaszką.
A Poznań? To już nie było miasto, to była jakby osobna planeta na której wybuchła epidemia niebezpiecznej choroby, a jedyny człowiek, który może to powstrzymań to mały chłopiec...
Dorota przerwała myśli Rynkena włączając głośno radio.
Mężczyzna oderwał wzrok od okna i wyłaczył odtwarzacz.
-Co? - Spytał.
Dorota przewróciła oczami i westchnęła.
-Odpowiedz na pytanie.
-Wiesz co Dorota? Nie! Wręcz nie czaję - rzucił to złośliwie, patrząc na partnerkę - że nie ma kłopotu. Kłopot jest i to duży, czy ty zawsze widzisz wszystko w cholernych różowych kolorach?!
Dorota zaśmiała się cicho i pokręciła głową.
-Co się rzucasz? Przecież wszystko jest pod kontrolą, gdzie ty widzisz problem?
Rynek wziął trzy oddechy, by nie wybuchnąć, przekręcił się w fotelu, by złapać Dorotę za ramiona i wrzasnął.
-Przestań!
Dorota teraz już się go trochę przestraszyła, spojrzała w bok, a oczy się jej dziwnie zaświeciły.
Rynken to widząc trochę się opanował i puścił Dorotę, wracając do ponownego patrzenia się w okno.
-Sorry, ale ja nie mogę pojąć z czego tu się tak cieszyć. - Powiedział cicho mężczyzna patrząc na jakiegoś ,,malucha", którym ktoś wjechał na parking.
-,,Teraz się zacznie." - Pomyślał widząc jakąś kobietę zmierzającą do drzwi Stacji.
W szybie zobaczył odbicie twarzy Doroty, jej zawsze różowe policzki przybrały odcień bladości, a usta zważyła tak ciasno, że wyglądały, jak cienka kreska.
Patrzyła się wprost na dwóch mężczyzn, co wyszli cali przerażeni ze Stacji.
Rynken spojrzał na kobietę, miała oczy przymrużone, a wyraz jej twarzy świadczył o tym, iż intensywnie myśli.
Jeden mężczyzna, czarnowłosy z niebieskimi, jak niebo oczami chodził w jedną i drugą stronę z telefonem komórkowym przy uchu.
Drugi, jego kolega o posturze przypominającej napakowaną wersję Tarzana stał przy drzwiach Stacji, obstawiając, by nikt nie wszedł do środka.
Jego długie, brązowe włosy powiewały na wietrze, a luźno ubrana koszula, co chwila wzdymała się do góry.
-Ale ciacho! - Oblizała się Dorota.
Rynken spojrzał na nią z politowaniem i rzekł, wyraźnie podniesionym tonem.
-To nie ciacho, to kłopoty!! - W jego głosie można także było wyczuć strach.
Dorota spojrzała na niego i się zaśmiała.
-Pan jest zazdrosny, szefulku?
Mężczyzna był już bliski powiedzenia jej paru słów, ale powstrzymał się.
-Nie! Dorota, przejrzyj na oczy! Czy ty nie rozumiesz, że nie wygraliśmy? Teraz się dopiero zacznie! Ta laska jest chora, fakt... Ale zrozum, że teraz musimy ją wykończyć, by się poddała, a to nie będzie proste. Wtedy dzieciak zostanie bez opieki, bo ona nie ma męża i mieszka sama... Gdy już wszystko dopniemy odpowiednio załatwimy szczeniaka, by nie pokrzyżował nam planów. - Rynken poczuł się o wiele lepiej wyrzucając to z siebie.
-Spoko, może ten smarkacz został wybrany, ale co on sam może zdziałać? To dzieciak! - Spytała Dorota, kompletnie zapominając o gościu przy Stacji.
-Tak! Tyle, że on jest mądrzejszy niż się nam wydaje. Zeszłej nocy miał tam robione jakieś badania zlecone przez naukowców z Anglii. Założę się, że ktoś się znajdzie, by mu pomóc, a poza tym jest jeszcze matka. Właśnie tego się obawiam, ona nie podda się bez walki, jeżeli chodzi o dobro synusia. A poza tym są jeszcze ci dwaj, musieli widzieć hol Stacji. Pewnie to gliny, szukają nas i łatwo nie przepuszczą. - Rynken patrzył, jak teraz dwaj mężczyźni stoją i najwyraźniej na coś czekają.
-No i gdzie ty w tym wszystkim widzisz plusy? - Spytał.
Dorota zamyśliła się, po czym powiedziała.
-My też tak łatwo się nie poddamy, jak załatwimy tu wszystko to wywołamy epidemię na cały świat! - Oczy zaczerwieniły się jej z ekscytacji.
Rynken opanowany, zadowolony z tego, że dotarł do Doroty, wbił się głębiej w fotel i zamknął oczy.
Wyobraził sobie siebie i Dorotę panujących nad światem i uśmiechnął się z wyższością do samego siebie.


 

 
...,,Wtem Tomek wyszedł z badań i stanął przerażony tą sceną.
Zaczął biec w stronę Agnieszki.
Zółcizna zatoczyła koło w powietrzu i...!!!" Zanim chłopiec zdążył podbiec, Rynken podłożył mu nogę co spowodowało, że stracił równowagę i otumaniony bólem przejechał przez całą długość holu i przywalił głową w kant drzwi portierni.
-Punkt szefie! - Krzyknęła Dorota gwiżdżąc z uciechy, jak na jakimś meczu, gdzie drużyna zaliczyła ostateczną bramkę do zwycięstwa.
Wszystko rozgrywało się tak szybko.
Agnieszka była jeszcze na tyle świadoma tego, że musi poprawić Dorocie, by ta wreszcie się przymknęła.
Zebrała sobie wszystkie wydarzenia z ostatniej godziny, a wściekłość wzięła górę nad strachem i chciała zrobić szybki unik przed fiolką.
Dorota w ułamku sekundy przestała się śmiać.
Spoważniała i zorientowała się, że jak coś nie zrobi jej plan pryśnie.
Złapała szklaną butelkę po soku, która leżała na posadzce i krzyknęła.
-Ty! Nie ruszaj się, bo zarobisz z tej butelki w beret!
Agnieszka nie słuchała jej, zrobiła fikołka w bok, a jakby tego mało, nie tak jak planowała zrobiła ten trik i wykręciła sobie boleśnie rękę.
Ból przeszył ją od dołu do góry, po ciele zaczęły się przemieszczać ciarki paraliżu i uderzyło ją tak niespotykane gorąco, że utraciła świadomość tego co chciała zrobić.
Fiolka z żółtą cieczą znalazła punkt upadku i rozbiła się na kontuzjowanej ręce Agnieszki, przysparzając Dorocie powód do triumfu, ponieważ ciecz zetknęła się ze skórą na dłoni kobiety.
Rynken patrzył, jak ciecz powoli wchłania się, wyglądało to nad wyraz niecodziennie.
Dłoń Agnieszki zabarwiła się na kolor żółty, jak w pierwszym etapie rozwoju żółtaczki, by potem przejść w odcień krwistoczerwony.
Agnieszka cały czas była nieprzytomna, leżała na podłodze pod dziwnym kątem.
Niefortunny fikołek spowodował, że Agnieszka leżała na brzuchu, policzek miała cały czerwony i obity, a nogi złączone i położone w takiej pozycji, że można byłoby przysiądź, iż ktoś je połamał.
Jedną rękę miała skuloną pod brzuchem, a druga kontuzjowana bezwładnie wykręcona.
Dorota była zachwycona, spojrzała na Agnieszkę, a potem na nieprzytomnego Tomka.
Chłopiec leżał na boku, pod drzwiami portierni, skulony i sztywny, a kałuża krwi wokół jego głowy coraz to się zwiększała.
-Nie rżyj! Usłyszą nas! Zwijamy się! - Wrzasnął Rynken, pociągnął roześmianą Dorotę za rękaw fartucha i razem szybko opuścili Stację.
 

 
~~Czy Tomek złapie fiolkę zanim się rozbije?
~~Czy Agnieszka się w porę uchyli?
~~Czy Agnieszka zachoruje?
~~Czy Dorota i Rynken zawładną światem?

Tyle pytań!
Zagadki zostaną rozwiązane w 2 tomie!

-------------

Jak widać, skończył się już pierwszy tom! Jeszcze przed nami dwa kolejne! Myślę, że te dziesięć pierwszych rozdziałów przykuło waszą uwagę!
Pierwszy rozdział drugiego tomu zostanie dodany jutro po południu! Wprowadziłyśmy małą zmianę... Pod każdym nowym rozdziałem teraz będą dodawane obrazki charakteryzujące go... Nie naszej twórczości, tylko z neta!
A teraz prezentujemy okładkę drugiej książki wykonaną przez Bells... Oraz krótką charakterystykę drugiej powieści!



***Książka ta jako jedyna z cyklu pozwala wniknąć w głąb własnej duszy i umysłu, pozwalając Czytelnikowi na rozmaite refleksje nad własnym życiem.
Wraz z główną bohaterką Agnieszką zagłębiamy się do wnętrza jej samej, równocześnie zastanawiając się nad potęgą własnej egzystencji...
Znajdujące się rozmaite retoryczne pytania w powieści, zadawane przez kobietę to mieszanka wszystkiego, co kieruje naszym życiem...
Druga część ,,Epidemii" to ukazanie dramatu, który przeżywa bohaterka, jak i bitwa z samym sobą...
Wszystko to zmieszane z wartką akcją i ogromnym napięciem daje powieść, którą czyta się z zapartym tchem nie mogąc się oderwać...
Ta książka poszerza nasze horyzonty i uczy zrozumieć, czym jest potęga miłości, przyjaźni oraz człowieczeństwa.***

-----------------

Mamy nadzieję, że przedsmak tego co mamy dziś dla was zainteresował!

Eraczek i Bells
 

 
-Co się mamusiu stało? - Spytał Tomek Agnieszki, jak wsiedli o pierwszej w nocy do auta.
-Nie wiem, dzwonili do mnie z pracy i kazali mi z tobą przyjechać. - Powiedziała Agnieszka, gdy pędzili przez ulicę.
Wreszcie dojechali.
Przed drzwiami Stacji czekało na nich dwóch mężczyzn.
-Proszę szybko do środka. - Rzekł cicho jeden z nich otwierając drzwi.
Agnieszka z Tomkiem i dwoma mężczyznami weszła do środka.
Było strasznie ciemno.
Mężczyźni zaprowadzili kobietę z synem do laboratorium numer 1.
Tam paliło się blade światło, Agnieszka wzięła Tomka na kolana i usiadła na taborecie.
Mężczyźni stanęli przy drzwiach, a jeden z nich zaczął.
-W Poznaniu doszło do epidemii choroby Lumiks, choroba ta wywodzi się z kosmosu. Ktoś zdobył substancję wytwarzającą tą chorobę i ona jakoś dostała się przez Stację Uzdatniania Wody do mieszkań naszych domów.
Agnieszka zaniemówiła, nie wierzyła własnym uszom.
Z kosmosu? Choroba Lumiks?
-A jak się ona objawia?
-To jest bardzo ciężka choroba zakaźna. Objawia się agresją, dziwnym zachowaniem! Wtedy wypadają licznie włosy, twarz puchnie, pokrywa się śluzem, tak samo jak inne części ciała.
Kobieta zamknęła oczy, pomyślała o Dorocie.
To jej sprawka, ona miała liczny dostęp do cieczy.
-Daniel, chłopak. - Jeden mężczyzna szturchnął o Daniela pokazując na Tomka.
-Mały, jak się nazywasz? - Spytał Daniel podchodząc do Tomka.
-Tomek. - Przedstawił się chłopiec.
-Pani syn, Tomek, jako jeden wybraniec jest odporny na tą chorobę. I on może ocalić ludzi i świat przed epidemią! - Dodał pierwszy mężczyzna.
-Co? On nawet jeszcze nie ma sześciu lat. - Krzyknęła Agnieszka wstając z miejsca.
-Proszę się uspokoić, nie liczy się wiek, tylko wysoki poziom inteligencji. A Tomasz został wybrany. - Powiedział Daniel kłaniając się Tomkowi.
-Kto go wybrał? - Spytała Agnieszka z powrotem siadając na krześle.
-Wielcy naukowcy Brytyjscy!
Agnieszka spojrzała na Tomka.
Chłopiec wyglądał na trochę przerażonego, ale też przejętego tą sytuacją.
-To co? Zgadza się pani? - Spytał kolega Daniela.
Agnieszka spojrzała na syna, później na Daniela i zamknęła oczy.
-Tak. - Po paru minutach zgodziła się.
Kazali Agnieszce zabrać Tomka do domu, a jutro z samego rana przyjechać z synem do Stacji na badania i po dalsze instrukcje.

-Co ja mam robić? - Spytał Tomek, gdy już byli w domu.
-Jutro nam powiedzą!
-Iść do przedszkola jutro?
-Nie, bo jedziemy na badania. - Powiedziała Agnieszka.

Nazajutrz rano Agnieszka z synem pojechali do Stacji.
Tomka zaprowadzili do laboratorium na badania.
Agnieszka siedziała w holu.
To nie była ta sama wesoła Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna.
To był budynek bez życia, duży i ponury.
Agnieszka wiedziała, że już nic nie będzie takie jak kiedyś!
Nagle usłyszała za sobą kroki i stukot obcasów.
Odwróciła się i ujrzała Dorotę.
-Co tu robisz? - Spytała Agnieszka usiłując nie trzepnąć Doroty.
-Do ciebie przyszłam, wiedziała, że cię tu zastanę! - Tym samym grubym i skrzekliwym głosem Dorota powiedziała.
-Po co?
-Ostrzec cię, że nic z twojego małego wybrańca nie wyjdzie. Bo nikt mnie nie powstrzyma!
Agnieszka już nie wytrzymała, rzuciła się na Dorotę.
Dorota upadła na ziemię, butelka z następną żółtą cieczą wypadła jej z ręki.
Zatoczyła w powietrzu kółko i rozbiła się na Agnieszce.
Kobieta nie zdążyła się uchylić, cała była żółta.
-Mój sok! - Krzyknęła Dorota.
To tylko sok, Agnieszka myślała, że to ciecz wywołująca chorobę.
Lecz z drugiego końca korytarza szedł Rynken, to co trzymał w ręku to niewątpliwie już była ciecz.
-Dawaj! - Krzyknęła Dorota.
Rynken zamachnął się i rzucił w Agnieszkę cieczą.
Zaraz się fiolka rozbije i ciecz tryśnie na kobietę... Chora, skażona ciecz!
Wtem Tomek wyszedł z badań i stanął przerażony tą sceną.
Zaczął biec w stronę Agnieszki.
Żółcizna zatoczyła koło w powietrzu i...!!!


K O N I E C
 

 
Tłum zszokowanych i przerażonych ludzi zebrał się przed Stacją.
Przez okno Agata wyrzuciła dwa szkielety, po czym wyszła wraz z trzema koleżankami.
Od razu do szczątków podbiegli ludzie w czarnym umundurowaniu z zakładu pogrzebowego.
A Agnieszkę, Agatę, Kasię i Gosię pan sanitariusz zaprowadził do karetki.
Tam kobietom przemyli rany i zabandażowali.
Agata z Kasią i Gosią wyszły z karetki, bo Agnieszkę zatrzymała telewizja.
-Proszę powiedzieć, co się stało?
-Nic, co by mogło pana zainteresować!
-A co za szkielety? Kogo?
-Dyrektorki Stacji pani Krystyny Małeckiej i ochroniarza, pana Adama Krasickiego. - Rzekła zrezygnowana Agnieszka.
Widząc, że Agnieszka już na nic nie odpowie, telewizja wyszła z karetki, gdzie weszła Asia z Tomkiem.
-Odebrałam go z przedszkola. Właściwie co się stało? - Spytała Asia, widząc bandaże na Agnieszce.
Tomek rzucił się w objęcia mamy, a Agnieszka wszystko powiedziała Asi.
O cieczach, bombie, Dorocie, o tym, że była w piwnicy.
Asia była wyraźnie przerażona, a Tomek mocniej wtulił się w nią.
We trójkę wyszli z karetki.
Stacja była cała, tylko, że przybudówka w której znajdowała się piwnica, legła w gruzach.
Agata, Kasia i Gosia musiały pójść do domu, bo oprócz policji nikogo nie było.
Agnieszka z Asią i Tomkiem pojechali do domu na kolację.
Godzinę później, Asia pojechała do domu, była dziesiąta w nocy.
Tomek już spał, lecz Agnieszka nie mogła zmrużyć oka.
Siedziała na łóżku w swoim pokoju i układała sobie w głowie te wszystkie dziwne wydarzenia.
Wybiła północ, kobieta jutro i tak musiała iść do pracy.
Nagle zadzwonił telefon.
Agnieszka zdziwiona, kto może o północy dzwonić, poszła odebrać.
-Halo? - Spytała do słuchawki.
-Witam, mam mało czasu, więc szybko. Przyjeżdżaj pani z dzieckiem teraz do Stacji! - Był to głos męski.
Kobieta chciała coś powiedzieć, ale połączenie się przerwało.
Szybko odłożyła słuchawkę i poszła obudzić Tomka.
  • awatar A-B: cooo?ona.tam.pojedzie?? oby,to,nie,było,coś.złego;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
A w Poznaniu, z piwnicy nadal cztery laborantki nie mogły się wydostać.
Siedziały już bardzo długo, Agnieszce chciało się pić, chciała już zobaczyć Tomka.
Tlen z każdą minutą mniej dochodził do kobiet.
Zaczęły się dusić, brakowało tlenu i nagle... Agata coś usłyszała, jakby coś piszczało!
-Co to? - Spytała przerażona Agata łapiąc Agnieszkę za rękaw.
Piszczenie było coraz głośniejsze.
Kasia podczołgała się do pobliskiej półki, bo tam dochodziły te dźwięki.
Ku jej przerażeniu, pod jedną ze szmat była bomba!!
Przez cały czas kobiety siedziały z bombą!
Bomba - metalowy kwadrat z zegarkiem.
Pewnie Dorota ją nastawiła, ale ktokolwiek to zrobił, nie miał dobrych zamiarów.
Bomba była nastawiona na trzysta minut, nastawiono ją trzy minuty przed trzynastą, na pięć godzin.
Agnieszka obliczyła, że od trzynastej do osiemnastej to pięć godzin, a była już siedemnasta.
Miały pełną godzinę do wybuchnięcia bomby. Musiały uciekać!
Powiedziała o swoich obliczeniach trzem laborantkom, ale co z tego, jak drzwi były zamknięte?
-Słuchajcie, uciekniemy przez okno! - Powiedziała cała spanikowana Gosia.
-Tak, okno to jedyna deska ratunku. - Powiedziała Agata.
Wszystkie spojrzały na małe zakratkowane okno!
Agnieszka przypomniała sobie z jednego filmu, że kraty można wypiłować.
Tak więc znalazły ostrą piłę i Agata zaczęła piłować kraty.
Miały niecałe pół godziny!
Sekundy i minuty leciały powoli.
Wreszcie za piętnaście szósta okienko zostało otwarte.
Powiew świeżego powietrza napłynął do piwnicy.
Gosia szybko pobiegła po bombę i, że Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna była zbudowana na wielkim placu z dala od domów mieszkalnych, kobieta wyrzuciła ją przez okno.
Po czternastu minutach bomba eksplodowała.
To był wielki, szarpiący bębenki uszne huk.
Kłęby dymów i iskier wznosiły się w powietrze.
Od razu przyjechała policja, karetki, zakład pogrzebowy i telewizja.
  • awatar Endorfina :3: @A-B: Dziękuję bardzo ! ;* (eraczek)
  • awatar Endorfina :3: @gość: może bedę dodawać dwa rozdziały dziennie, zobaczymy ;D coś taki niecierpliwy? musi być trochę niepewności ;P (bells)
  • awatar A-B: super! na,prawdę.masz.talent:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dorota razem z Rynkenem, wysokim mężczyzną o długich ciemnych włosach, zielonych oczach i z zarostem na twarzy, udała się w swoim porsche do Stacji Uzdatniana Wody.
Ich celem była zemsta, a plan następujący.
Wkraść się do zbiornika, nalać żółtą ciecz oraz zieloną, by popłynęły rurami do mieszkań Poznaniaków.
Dorota chciała wywołać epidemię.
Gdy dojechali na miejsce, Rynken postanowił, że skołuje właścicieli, by niczego nie podejrzewali.
Stacja Uzdatniana Wody znajdowała się koło lasu, na obrzeżach Poznania.
To był niewielki biały budynek ze zbiornikiem wody na zewnątrz.
Mężczyzna wszedł do niego i zobaczył w recepcji młodą kobietę, siedziała za biurkiem na którym stał komputer.
-,,Oni mają monitoring." - Pomyślał Rynken.
Miał rację, bo w całym budynku były zamieszczone kamery i jedna miała ,,oko" na zbiornik.
-Witam, Hanna Górska, w czym mogę pomóc? - Przemówiła kobieta podnosząc się z krzesła.
-Ja muszę wymontować kamery.
-Co? My je mamy sprawne! - Rzekła pani Hanna podejrzliwie patrząc na Rynkena.
Rynken wiedział, że jakoś musi się wyplątać z tej sytuacji.
-Ale my mamy zlecenie. - Powiedział.
-Jaka firma pan jest?
Rynken za bardzo się na tym nie znał, więc rzucił pierwsze lepsze.
-Firma ochroniarska Hertz. Jestem nowym pracownikiem!
-Sam pan przybył?
-Eeee... Nie. Z koleżanką, Dorotą Malczewską, ona jest w aucie.
Pani Hanna spojrzała na Rynkena podejrzliwe, ale się zgodziła.
Rynken poszedł do Doroty i powiedział jej o wszystkim.
Za pomocą Doroty, Rynken wymontował kamerę.
Na twarzach zajaśniał im promyk szaleństwa, gdy Dorota wlała ciecze do zbiornika.
Zabulgotało i ciecze popłynęły do rur, a później do mieszkań Poznaniaków.
Misja spełniona - Zamontowali z powrotem kamerę, pożegnali się z panią Hanną, która niczego nie podejrzewała, i pojechali do Poznania.
 

 
Wybiła trzynasta.
Agnieszka powoli otworzyła oczy.
Znajdowała się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, leżała na ziemi.
Czuła się cała obolała, czuła jak krew spływa jej po szyi.
Nie wiedziała gdzie się znajduje, ale pamiętała wszystko.
Dorota z nożem, Agata płacząca, cała Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna pogrążona w totalnej ciszy.
I oni! Tylko nie wiadomo jacy oni!
Agnieszka usiadła, chciała wzrokiem przebić ciemność, lecz nic z tego.
Nie dość, że ciemno, to jeszcze cicho.
Kobieta była pewna, że Dorota ją tu przyniosła... I może też tu są inni?
Agnieszka cała krwawiąc, powoli wstała z nadzieją, że znajdzie włącznik do światła.
I znalazła, prawie po dwudziestu minutach.
Mocne, żółte światło oświeciło dobrze znaną Agnieszce piwnicę Stacji.
To było malutkie pomieszczenie z jednym, małym zakratkowanym okienkiem.
Wszystko było wykonane ze starego kamienia.
Posadzka, zimna i twarda.
Ściany mocne.
Sufit zrobiony z brunatnego kamienia.
Agnieszka znalazła drzwi, lecz one, jak na złość były zamknięte i założone na dwie kłódki!
Kobieta popatrzyła wzrokiem po piwnicy... I odszukała panią Krystynę i pana Adama, a raczej to, co z nich zostało!
Dwa szkielety wisiały na grubym sznurze za szyję pod sufitem.
Pod oknem leżała Agata z Kasią i Gosią!
Agnieszce łzy napłynęły do oczu, tak to była prawda, oni nie żyją!
Podbiegła do leżących laborantek, ich ręce i nogi były związane sznurem, były całe i zdrowe, tyle, że bardzo przerażone.
-Co się stało? - Spytała Agnieszka, odwiązując sznury.
-Oni tu są! - Pierwsza krzyknęła Gosia, jej głos był przerażony i piskliwy.
Kobieta nie rozumiała, dlaczego nikt nie powie ich imienia.
-Powiedźcie, dlaczego nie chcecie wymówić ich imienia?
-Bo nie wolno! - Powiedziała Kasia.
-A gdzie oni teraz są? - Spytała Agnieszka patrząc na szkielety.
-W... Laboratorium numer 8, oni i Dorota. - Powiedziała szeptem Agata.
-Oni nas tu przynieśli i zamknęli. - Dodała Gosia.
-Oni chcą zawładnąć światem, szukają trucizn! - Rzekła Kasia.
Agnieszka była zła, na Dorotę i na to, że to nie sen.
-Ale jakie trucizny? - Zapytała.
-To są trucizny, te z laboratorium Agaty. To, co znalazłam z Dorotą! - Rzekła Kasia, szepcąc Agnieszce do ucha.
Wtedy kobieta sobie przypomniała o żółtej cieczy, podbiegła do torebki i grzebiąc w niej nie znalazła żółcizny.
Opowiedziała to wszystko laborantkom, że była w laboratorium numer 8, że słyszała tam Dorotę i jej jakiegoś szefa Rynkena, że natknęła się na żółtą ciecz.
Razem z Agatą, Kasią i Gosią doszły do wniosku, że to też mogła być trucizna i, że Dorota ją Agnieszce z torebki wykradła.
-Ale po co oni chcą te ciecze? - Zamyśliła się Agnieszka.
-Może żeby wywołać epidemię w Poznaniu. - Rzuciła propozycję Agata.
Agnieszce musiała Agacie przyznać rację, mogło tak być.
Niebieska ciecz mogłaby być trucizną, którą Dorota podała pani Krystynie i panu Adamowi, a zielona i żółta substancja wywołująca przeróżne choroby.
Ale teraz były zamknięte i w żaden sposób nie mogły powstrzymać Doroty.
 

 
Agnieszka rano odwiozła synka do przedszkola, po czym szybko pojechała do pracy.
Żółta ciecz kolebała się w słoiku w jej torebce. Kobieta wraz z koleżankami chciała zbadać tą substancję i wyjaśnić, kto wydawał te dziwne głosy w tamtą ową noc w laboratorium Agaty.
Gdy dojechała na miejsce, zdziwiła się bardzo nie widząc ochroniarza przy głównym wejściu.
Miała dziwne uczucie, że coś się stało, coś złego.
W holu Stacji zobaczyła Agatę.
To była inna Agata, nie taka sama pewna siebie Agata.
Agnieszka zobaczyła Agatę Nowak, z wyglądu taka sama... Blond włosy do ramion, brązowe oczy i mocny czarny makijaż, teraz rozmazany przez płacz laborantki.
Ale Agata wyglądała na przerażoną, łzy spływały jej po różowych policzkach i widząc Agnieszkę nie wyskoczyła z tekstem ,,-Wariaci nie mają tu wstępu, szumowino!" Tylko podniosła się z posadzki na której siedziała i podeszła wolnym krokiem do Agnieszki.
-Oni tu są. - Jej głos był cichy, jakby w obawie, że ktoś ją usłyszy.
-Kto jest? O czym ty mówisz? - Spytała Agnieszka, nic nie rozumiejąc.
Jacy oni? I gdzie w ogóle jest Kasia, Gosia i Dorota? I dlaczego zawsze opanowana Agata płacze? Dlaczego Agata przerwała więź milczenia do Agnieszki?
Tyle pytań nasuwało się, tylko, że Agnieszka nie znała na nie odpowiedzi.
Agata przełknęła ślinę i rzekła tym samym cichym głosem.
-Oni... Oni przybyli. Przyszli i zabili. Zemszczą się. Widziałam ich.
Agnieszka też już powoli zaczynała się bać, Nowakowa gadała jak obłąkaniec.
-Agata, o kim konkretnie mówisz?
-To ci, miłośnicy zemsty, krwi i sławy, oraz władzy nad światem.
Agnieszka naprawdę nie wiedziała o kogo chodzi.
Miała przeczucie, że od Agaty tego się nie dowie, więc poszła szukać koleżanek.
Kasi i Gosi nie znalazła. Laboratorium numer 106 było zamknięte.
Po pewnym czasie, na piątym piętrze znalazła Dorotę ubraną w biały fartuch. Była bardziej opanowana niż Agata.
Agnieszka podeszła do niej.
-Słuchaj, widziałam Aga... - Agnieszka urwała, spostrzegając, że Dorota jest jakaś inna.
Oczy jej zabarwiły się czerwienią, a źrenice stały się pionowe.
W ręku trzymała butelkę z niebieską cieczą, którą badały.
-Idiotko, jakaś ty durnoto naiwna. Myślałaś, że jestem miłą Dorotką? Jak tak to się myliłaś! Pracuję dla ludzi z większą inteligencją, niż ty, Kaśka czy Gośka! - Dorota miała gruby, podobny do męskiego skrzekliwy głos.
Agnieszka nie wierzyła w słowa Doroty. Zawsze uważała ją za superową i miłą kumpelę.
Ale Dorota przemówiła głosem, Agnieszka dałaby sobie rękę odciąć, że już gdzieś słyszała ten głos.
Zamknęła powieki, a Dorota patrzyła na nią wzrokiem zemsty, a Agnieszka starała sobie przypomnieć coś o tym głosie.
,,...I wtedy... Znowu ktoś skrzekliwie pisnął, a później kaszlnął."
Kobietę olśniło, rozwiązała pierwszą zagadkę.
-To ty byłaś tamtej nocy w laboratorium numer 8. - Agnieszka otworzyła oczy i spojrzała na Dorotę.
Dorota zaśmiała się i rzekła.
-Tak, to byłam ja, psychopatko. Był tam ktoś jeszcze, mój szef Rynken.
Tak, Agnieszka już pamiętała, że były dwa głosy, ale...
-My mamy szefową, panią Krystynę.
-Jacy my? Nie ma nas! Jestem ja i Rynken, a Krystyny już nie ma! Otrułam staruchę tą niebieską cieczą. - Tu pokazała butelkę.
Agnieszka zaniemówiła, przez cały czas Dorota ją oszukiwała, no nie tylko ją, ale i wszystkich.
Otruła też dyrektorkę Stacji, panią Krystynę i pewnie ochroniarza, pana Adama.
Łzy napłynęły jej do oczu, chciała płakać z gniewu do Doroty.
Chciała ją złapać za szyję, żeby udusić, zabić i zadać jej ból.
A Kasia i Gosia? Czy one też skończyły tak jak dyrektorka i ochroniarz?!
Agnieszka nawet nie chciała o tym myśleć!
-Wynocha! - Krzyknęła Agnieszka.
-Ty, uważaj, bo też skończysz tak samo jak tamci! - Wrzasnęła Dorota chwytając laborantkę za kożuch.
Dorota wyjęła nóż ze spodni i wymierzyła nim w gardło kobiety.
Agnieszka strasznie się bała, zaczęła krzyczeć, ale nikt jej nie słyszał, była sama z Dorotą.
A Agata? Jej też już nie mogło być!
Chciała teraz żeby Dorota schowała ten nóż, chciała się skontaktować z Asią lub Tomkiem.
Upewnić się czy są bezpieczni, tyle, że komórkę musiała zostawić w domu.
Dorota zamachnęła się i nie zważając na wyrywania się Agnieszki, przejechała jej nożem po gardle.
A Agnieszka osunęła się bezwładnie na posadzkę!
  • awatar Endorfina :3: Następny rozdział już jutro :D Wszystko dowiesz się w swoim czasie, co dalej z Agnieszką :D A co do Doroty... Jak widać już wcale nie była taka dobra :D
  • awatar A-B: co.bd.dalej?uśmierciłaś.Agnieszkę.na,dobre?!co.się.stało.Dorocie??!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Każda po kolei z wielkim zdziwieniem spojrzała do okularu.
A ogólny wniosek wydała Kasia.
-Takie bakterie nie istnieją!
-I jak możemy tu mówić o epidemii, jak nigdy nie spotkałyśmy się z takim typem bakterii. - Powiedziała Agnieszka marszcząc brwi.
Siedziały tak do osiemnastej i pytały siebie same, co za bakterie.
Aż piętnaście po osiemnastej czas pracy skończyły Kasia, Dorota i Gosia, a Agnieszka siedziała jeszcze do dziewiętnastej.
Laborantka tak więc siedziała sama, co chwila spoglądając w okular mikroskopu.
Dwa rodzaje bakterii pozostały niezmienne, a Agnieszka nie miała wątpliwości, że takie typy bakterii nie istnieją.
Takie stwierdzenie mogłoby być na miejscu, ale jedn fakt się Agnieszce i jej trzem koleżanką nie zgadzał.
Takie bakterie nie istnieją, to skąd one się w tym cieczach znalazły i skąd one się wydobyły?
Agnieszka miała rację, nie można straszyć i informować ludzi o epidemii, bo nie wiadomo czy te bakterie im zagrażają, a żeby to wiedzieć, trzeba znać pochodzenie tych bakterii, a w tym był problem.
Kobieta jeszcze tak myślała, aż nie wybiła dziewiętnasta.
Agnieszka złożyła mikroskop, porozdzielała te dziwne ciecze do probówek i poszła odnieść klucz do laboratorium na portiernię, a później do szatni się przebrać.
Gdy przechodziła koło laboratorium numer 8, usłyszała dziwne piski i jakby ktoś kaszlał, a sprzątaczki zaczynały pracę o dwudziestej drugiej.
Mimo, że była już dorosła, przestraszyła się, a zwłaszcza dlatego, że wiedziała, iż Agata nie ma już pracy, a w tym laboratorium pracowała sama.
Agnieszka, mimo, że serce miała w gardle, podeszła do wielkich czarnych drzwi z mosiężną tablicą z numerem 8.
O dziwo, drzwi były tylko zamknięte na klamkę. Mimo palącego w gardle strachu, Agnieszka weszła do środka.
Było strasznie ciemno. Laborantka chciała zapalić światło, ale zawahała się z ręką na włączniku.
A jak ktoś tam stoi, sprawca tych mrożących pisków i kaszlnięć?
Agnieszka pomyślała, że lepiej tego kogoś nie widzieć, ale w końcu oprócz strachu zżerała ją dziwna, niewyjaśniona ciekawość!
Więc najpierw zamknęła oczy, później zacisnęła usta i jedną nogę włożyła w szparę między drzwiami, a ścianą w razie ucieczki.
A dopiero później nacisnęła włącznik i blade światło rozjaśniło wielką salę laboratorium numer 8.
Agnieszka powoli zaczęła otwierać oczy, wiedząc, że zaraz ujrzy na przeciwko siebie szaleńca z czarną bródką z nożem w ręku.
Albo jeszcze Bóg wie, coś gorszego.
Ale po otworzeniu oczu, nikogo nie zobaczyła.
Było w laboratorium pusto, tylko ona i wyposażenie laboratoryjne.
Tylko znowu coś Agnieszce się nie zgadzało, jeżeli nikogo nie zastała, to kto kaszlał i wydawał przeszywające krew w żyłach piski?
Musiał ktoś był w laboratorium, jeszcze wtedy, piętnaście minut wcześnie, a Agnieszka nie wierzyła w natychmiastowe teleportacje.
Ale żeby się upewnić, czy naprawdę nikogo nie ma, przeszła się po laboratorium zaglądając we wszystkie kąty.
I wtedy... Znowu ktoś skrzekliwie pisnął, a później kaszlnął.
Agnieszka stanęła jak wryta i głośno przełknęła ślinę, wiedziała jedno, że to był głos męski i w zasadzie nie jeden tylko dwa.
Ale nadal nie wiedziała skąd te piski i kaszlnięcia, skoro nikogo nie było, tylko ona.
I znowu pisk męski... Kobieta kurczowo, ze strachu, w jednej chwili chwyciła się za krawędź szafki i centralnie włożyła rękę w coś płynnego, zimnego i śliskiego.
Odwróciła się do szafki, a tam kolejna, trzecia płynna ciecz, tym razem żółta.
-Co tu się do diabła dzieje? - Spytała siebie na głos Agnieszka, wzięła z szuflady mały słoik i długą linijkę i ostrożnie za pomocą linijki ciecz spływała do słoika.
Agnieszka postanowiła, że jutro z Gosią, Kasią i Dorotą zbadają w swoim laboratorium tą żółciznę.
Laborantka zakręciła słoik i wymknęła się z laboratorium do szatni.
Przebrała się i popędziła do samochodu, żegnając się z ochroniarzem placówki, panem Adamem.

Wybiła godzina dziesiąta wieczorem, jak kobieta dojechała do domu.
W drzwiach czekał na Agnieszkę Tomek, umyty i ubrany w pidżamkę.
Siostra Agnieszki, Asia, studentka pierwszego roku polonistyki, pod nieobecność siostry zajmowała się Tomkiem.
-Mamusiu, gdzie tak długo byłaś? - Spytał Tomek tuląc się do Agnieszki.
-Właśnie Agniecha, problemy w pracy? - Spytała Asia, przygotowując się do wyjścia.
-Nie, wszystko w porządku! - skłamała Agnieszka siostrę, nie mówiąc jej o dziwnych cieczach. - Po prostu, musiałam coś jeszcze załatwić!
  • awatar A-B: pisz*;d
  • awatar A-B: Alice:świetna,ksiązka.normalnie.się.wciągnęlam pisze,dłużej:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dorota i Kasia wzięły probówki i poszły do laboratorium numer 8.
Agnieszka i Gosia zaczęły przygotowywać stół do badań.
Wyciągnęły z szafy mikroskop, a na twarze nasunęły białe maski.
-Co to może być? Ta ciecz? - spytała Gosia Agnieszkę, gdy te siedząc czekały na Dorotę i Kasię.
-Nie wiem, Agata pewnie wylała lakier do paznokci, bo wiesz Gosia, ona robi sobie w pracy manicure i robi wiocha sensację. - Agnieszka skrzywiła twarz myśląc o Nowakowej (jak nie raz na nią mówiła).
Czekały tak na Kasię i Dorotę dwie godziny, po trzech zaczęły się niepokoić.
Agnieszka nie wyobrażała sobie, żeby tak długo można pobierać płyn.
Wreszcie przyszły, całe i zdrowe po czterech godzinach.
-Gdzie tak długo byłyście? - Spytała wyraźnie zaniepokojona, ale już z ulgą na twarzy Gosia.
-Bo tak, przez godzinę grałyśmy w papier-nożyczki, która podejdzie pobrać ciecz. Cholerka, wypadło na mnie, a później czaiłam się czy pobrać czy nie! - powiedziała Dorota na jednym wdechu.
-Ale mamy to. - Dodała Kasia, pokazując probówkę z płynną zieloną cieczą.
Dorota miała drugi flakonik, też z substancją, ale... Niebieską!
-Słuchajcie, w radio podawali tylko zieloną ciecz, ale ja z Kasią znalazłyśmy też niebieską. - Dorota była wyraźnie zdziwiona, jak wszystkie inne.
-O boże! - Wrzasnęła Gosia, jakby nagle ją oświeciło.
-Co się stało? - Spytały chórem trzy laborantki.
-Kasia i Dori znalazły też niebieską ciecz, a w radio podawali, że Agata napotkała tylko zieloną. To skąd ta niebieska ciecz? Przecież nikt tam później nie wchodził, a Nowakowa poszła z nocki do domu. A ona zawsze klucze do laboratorium nie zostawia w recepcji, tylko bierze ze sobą, bo w laboratorium sama pracuje. - Gosia zmarszczyła brwi, a Agnieszka stwierdziła po chwili, że coś tu jest podejrzane.
-Musimy te dwie ciecze zbadać pod mikroskopem. - Rzekła Kasia, zakładając z Dorotą maski.
Na ,,ruszt", w pierwszej kolejności poszła zielona ciecz.
Dorota przelała kilka kropel z fiolki na stolik mikroskopu, a Agnieszka spojrzała przez okular i aż krzyknęła.
W zielonej cieczy były czarne piórka, a takie bakterie nie istniały.
Natomiast jak się potem okazało, niebieska ciecz miała w sobie duże białe diamenty.
 

 
Agnieszka Malinowska, przed rozwodem Kajzer, wyszła z szatni w białych spodniach, butach, rękawiczkach i fartuchu z plakietką na piersi:

mgr. Agnieszka Malinowska
laborantka

Oraz w białym czepku, a w kieszeni fartucha biała maska na usta w razie badań laboratoryjnych.
Teraz, gdy już była przygotowana do pracy, musiała przejść korytarz, by na lewo ujrzeć drzwi do swojego laboratorium, z numerem 106.
Agnieszka dzieliła laboratorium z trzema koleżankami: Dorotą, Kasią i Gosią.
Od razu jak weszła do laboratorium to zaczęły się plotki.
Przy wielkim, długim stole na taboretach, usiadły cztery koleżanki, by powytykać tchórzliwość Agaty, rzecz jasna, że wszystkie słuchały Radia Zet.
-Przecież to chore. - Zaczęła rozmowę Dorota, czyszcząc swój fartuch ubrudzony barszczem.
-Ja myślę, że ona za bardzo wczuwa się w rolę laborantki. - Rzekła Kasia, patrząc na koleżanki przez probówkę w której była jakaś substancja.
Jeszcze tak rozmawiały o Agacie robiącej w okół siebie szum i sensację, aż nie interweniowała dyrektorka placówki, pani Krystyna.
Pani Krystyna po godzinie bluźnienia czterech koleżanek na Agatę Nowak, weszła do laboratorium numer 106 poważnym krokiem w marszu zdejmując okrągłe okulary.
-Dziewczęta, ploty plotami, ale jesteście w pracy. - Rzekła słabym, zmęczonym głosem dyrektorka. Agnieszka na dźwięk głosu szybko wstała z taboretu i zwróciła się w stronę drzwi.
Gosia podeszła do pani Krystyny i powiedziała. -My... Czyściłyśmy probówki i rozmawiałyśmy o... - Gosia nie umiała kłamać, więc powiedziała dyrektorce o tym dziwnym wydarzeniu Agaty i o zielonej płynnej cieczy.
Pani Krystyna zmarszczyła swoje czarne brwi i nadal stojąc pod drzwiami rzekła.
-To jest Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna, a wy jesteście laborantkami, więc Dorota pójdzie z Kasią do laboratorium numer 8 pobrać tą ciecz, a później ją tutaj razem zbadacie. - Kobiety popatrzyły po sobie, ale nie mogły odmówić, jak im dyrekcja zleciła.
  • awatar Gość: jak na razie fajnie się zapowiada możesz więcej napisać a nie tylko po rozdziale
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W dzielnicy, starej i niebezpiecznej mieszkała Agnieszka wraz z synkiem Tomkiem. Była rozwódką przed trzydziestką, szatynka niskiego wzrostu, dbająca o linię która w ogóle nie miała zamiaru ponownie wychodzić za mąż.
Wiodło się jej dobrze, choć mogłaby mieszkać w lepszym bloku w centrum miasta Poznań. Jednak Agnieszka nie narzekała, bo miała też lepsze strony życia. Miała pięcioletniego synka, pracowała jako laborantka w Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej zarabiająca tysiąc złoty miesięcznie. I właśnie, niestety ten zawód przysporzy Agnieszce mroczne i tajemnicze, a zarazem niebezpieczne kłopoty. Kobieta nie zdawała sobie nigdy sprawy, że jej synek nie mający jeszcze sześciu lat może ocalić ludzi i świat.

Ale zacznijmy od początku:

Był poniedziałek, siódma trzydzieści rano. Agnieszka zerwała się z łóżka, o dziewiątej miała być w pracy, a Tomek na ósmą piętnaście w przedszkolu.
Szybko się ubrała, umyła zarzucając swoje piękne brązowe włosy do tyłu i popędziła obudzić Tomka i zrobić śniadanie.
Siedząc 10 minut później w kuchni, wcinając trochę przypalone ale smaczne tosty, Agnieszka włączyła radio. Właśnie leciały poranne wiadomości w których spiker podał następującą wiadomość
-,,...Agata Nowak, laborantka ze Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, która niedługo kończy nocną zmianę w laboratorium nr 8 zauważyła niecodzienne zjawisko. Na podłodze wielką zieloną ciecz."
Agnieszka wyłączyła radio, po czym zmywając talerze po śniadaniu zaczęła cicho komentować wiadomość z radia.
-Jezu, idiotka, ta niezdara wylała pewnie jakiś płyn zielony i głupia robi dramat. - Agnieszka nie lubiła Agaty za wszystko, za makijaż po ubiór. I tak jeszcze długo myślała, bo w samochodzie w drodze do przedszkola, a później przez pół drogi do pracy.
Wreszcie dojechała na parking przed Stację, to był bardzo duży budynek robiący wrażenie, miał 1000m2.
Agnieszka wysiadła z samochodu zarzucając torbę na ramię, pobiegła szybko do drzwi wejściowych modląc się w duchu, że ta psychopatka Agata skończyła pracę.

---------------------------
Mamy nadzieję, że się wam podoba rozdział . Piszcie szczere komentarze .
Jutro zostanie dodany rozdział drugi w podobnej godzinie
Zamieszczamy zdjęcie okładki książki, które bardzo Bells chciała zrobić (sama robiła ;D):

Eraczek i Bells ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Hej! Założyłyśmy tego bloga żeby dodawać rozdziały książki pt. "Epidemia". To jest 3 tomowa powieść opowiadająca o koleżankach pracujących w Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu, które wynajdują tajemnicze ciecze, które zagrażają ludzkości.
To jest skrót i nie będę wam zdradzać więcej szczegółów. Mam nadzieję, że się wam spodoba i oczekuję na pozytywne komentarze.
Pozdrawiamy, Bells i Eraczek
P.S Jutro ukaże się pierwszy rozdział
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›